Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 65sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

brutal assault ostatecynz plakatt m

them plakat m

nervosa plakatg m

woa2017d m

fates-warning-plakati m

blues pils plakath m

rivelsons plakat m

more than fest 2017s m

slstafir-opeth plakath m

city-of-power-plakati m

 

Metalmania 2017 - Katowice - 22.04.2017

Metalmania 2017 - Spodek - 22 kwietnia 2017

Największy i najbardziej kultowy festiwal metalowy w tej części Europy powrócił. Metalmania 2017 w Katowickim spodku była pozycją iści obowiązkową dla każdego fana ciężkiego grania. W spodku umieszczono dwie sceny: Duża na hali i mała, gdzieś z boku pod schodami. I to na tej drugiej scenie Mentor otworzył fest. Koncert trwający pół godziny był istnym strzałem w pysk. Zespół zagrał cała swoją debiutancką płytę. Na żywo ten materiał jest jeszcze bardziej brutalny i brudny. Idealne otwarcie metalowego festiwalu.

           

Postanowiłem opuścić koncert nieznanego mi totalnie zespołu na dużej scenie i udałem się na piwo, a następnie z powrotem na małą scenę gdzie zaczynał właśnie Stillborn. Bestialska mieszanka death/black metalu wywołała pierwszy tego dnia młyn pod sceną. Osobiście ten koncert mi się nawet podobał. Widziałem ich wcześniej i jakoś zawsze mnie nudzili monotonnym wpierdolem na jedno kopyto. Tego dnia było inaczej i uważam ten koncert za naprawdę udany.

           

Wreszcie jakiś ciekawy koncert na dużej scenie. Tygers of Pan Tang. Pół godziny to niestety za mało, dla takiego zespołu. Heavy metal starej szkoły wypadł tego wieczoru obłędnie i widać było, że publika czekała na ten koncert. Z powodu małej ilości czasu Brytyjczycy zagrali tylko pięć przekrojowych utworów. Nie zabrakło dedykacji dla fana, który na ten koncert przyjechał aż z Rosji. Fajnie by było ich zobaczyć na klubowych deskach z setem na minimum półtorej godziny.

           

Dłuższa przerwa na jedzenie i picie sprawiła, że do spotka, wróciłem dopiero na Mord’a’Stigmate. Koncert dokładnie taki sam jak przed Triptykonem w Warszawie. Było ciężko i transowo.

           

Entombed A.D z naczelnym menelem metalu w postaci Petrova pokazali, jak w Szwecji powinno się grać death metal. Zespół skupił się na pierwszych płytach nagranych pod szyldem Entombed i niszczył wszystko wokoło. Pod sceną wybuchł duży młyn, a Petrov przechadzał się po scenie, smarkał i prawie wymiotował do mikrofonu. Totalne przeciwienistwo Vadera, który miał wejść nie długo na deski. Mimo że nigdy nie byłem wielkim fanem ich twórczości, tak byłem pod wielkim wrażeniem koncertu. Pierwsze co zrobiłem po powrocie do domu to odpalenie Left Hand Path.

Nigdy nie miałem okazji zobaczyć Infernal War na żywo. Zawsze coś mi wypadało w ostatnich chwili. Na Metalmanii wreszcie mi się udało i nadrobiłem. A zagrali tak, że opadła mi szczęka. Wokalista był uosobieniem obłędu i wkurwienia na scenie. A cały zespołu ciął swój set bez chwili wytchnienia. Totalna czołówka polskiej sceny podziemnej.

Swój kolejny raz na żywo z Vaderem, tym razem na Metalmanii, wspominam dość miernie. Nie zrozumcie mnie źle – lubię Vadera, ale być może po prostu widziałem chłopaków zbyt często w zbyt krótkim interwale czasowym, przez co koncert na Metalmanii był bardziej przesycający niż najbardziej syte wpierdalanko z tych wszystkich food truck’ów zebranych w dniu eventu pod Spodkiem. Ale to nie jest tak, że nie było w tym gigu nic dobrego – wręcz przeciwnie! Tak, wiem, że może się to wydawać dziwne, skoro chwilę temu pisałem o przesycie, lecz to nie znaczy, że będę tylko i wyłącznie kurwił oraz beształ naszą dumę wpierdolków. To, co mi się bardzo podobało to setlista – jej połowę stanowiły utwory z debiutu. To bardzo miły gest w stronę Starej Gwardii i fanów zespołu (ale głównie w stronę Starej Gwardii). Pozostałą część setlisty stanowiły poszczególne utwory z pozostałych (ale nie wszystkich) albumów Vadera, takich jak choćby „Litany”, „De Profundis”, czy „Tibi et Igni”. Pod sceną wrzało tak jak na koncertach Vadera przystało, czyli srogo. Znaczy, że ludziom się podobało. I tak właśnie być powinno. Jednak w całej tej zabawie czegoś mi brakowało. Po chwili zorientowałem się, że chodzi po prostu o brak czegoś nowego. Ot, minus setlisty skoncentrowanej na starszej twórczości – a bardzo chętnie usłyszałbym parę utworów z najnowszego „The Empire” na żywo. Na pewno zdarzy się jeszcze niejedna okazja, ale nie zmienia to faktu, że po prostu materiału promującego nowy album zwyczajnie zabrakło. Wciąż nie zmienia to faktu, że mimo iż wyszedłem z koncertu zalany przesyceniem muzyką Vadera, bawiłem się co najmniej dobrze. Mam tylko nadzieję, że następnym razem repertuar nie będzie tak bardzo skupiony wokół jednego albumu, niezależnie od tego jak dobry byłby to album.

Sosnowiec zawsze ma jakość pod górkę. Wyśmiewany przez cały naród polski. Na szczęście nawet w takich miejscach pojawiają się perełki i taką jest Thaw. Zakapturzeni muzycy postanowili zabrać słuchaczy do krainy dziwnych i niepokojących dźwięków. Przez cały ich koncert stałem jak wryty chłonąc te dziwne dźwięki i zastanawiając się gdzie to wszystko może zaprowadzić.

Koncert Sodom na tegorocznej Metalmanii był przeze mnie dość długo wyczekiwany, ponieważ nigdy wcześniej nie widziałem niemieckiej legendy thrashu na żywo. Przyznaję, że miałem dość spore oczekiwania od tego występu ze względu na mocny sentyment i rangę zespołu. I nie zawiodłem się. Zbytnio.  Show samo w sobie było dobre, ale jednak ten nieszczęsny bieg lat daje się we znaki kolejnym muzykom. Po chłopakach z Sodom wyraźnie widać, że chcieliby móc więcej, ale są ograniczeni wiekiem. Troszkę przykry widok. Jednak to, co boli jeszcze bardziej (jeśli nie najbardziej) to to, że Sodom za bardzo próbuje być thrashowym Motörheadem, a to już wychodzi im mocno miernie i zwyczajnie psuło show, choć publika zdawała się tym nie przejmować, bo „Wopos” napierdalał, więc napierdalała i publika. Setlista była bardzo przyjemna, obejmowała dość szerokie spektrum dyskografii zespołu, co jednocześnie jest plusem i minusem, wiemy przecież jak to jest. Chodzimy na koncerty i wspieramy artystów, prawda? Prawda? Tak przynajmniej być powinno. Wracając jednak do setlisty – bardzo ucieszyła mnie obecność „Surfin’ Bird”, „Agent Orange”, a zwłaszcza „Sodomy and Lust”. Zabrakło mi jednak większej ilości utworków z „M-16” i miło by było usłyszeć na żywo „City of God”, ale no cóż. Może innym razem. Dźwiękowo występ Niemców był bardzo dobrze zrealizowany – nie mam się do czego przyczepić. Może jedynie do tego, że Sodom nie wydawało dźwięków ze swoich instrumentów jeszcze dłużej. Swój pierwszy koncert Sodom uważam za udany, choć czuję delikatne niespełnienie. Dlatego wyczekuję kolejnej okazji by zobaczyć teutoniczną furię w akcji.

Najlepszy koncert festiwalu: Obscure Sphinx. Mimo że ich ostatni album jakoś nie specjalnie do mnie przemawia, tak na żywo obronił się wyśmienicie. Wielebna przeżywająca każdy dźwięk na scenie nie raz klęczała, wiła się jak w jakimś dzikim transie. Reszta muzyków z powagą grała swoje. Wokalistka swoim wokalem umiała zarówno uśpić momentami, aby następnie przerazić. Koncert, który zabrał mnie na wycieczkę do mojego umysłu, w którym szaleństwo mieszało się ze strachem. To nie był zwykły koncert, to była sztuka.

Szwajcarska maszyna stworzona do technicznego, thrashowego napierdolu odwiedziła nasz kraj w tym pięknym dniu, jakim był dwudziesty drugi kwietnia – dniu Metalmanii – wyjątkowego wydarzenia nie tylko w Polsce, ale i w Europie, powracającego w tym roku po dziewięciu latach przerwy. Odwiedziny Coronera uważam za naprawdę udane, mając trochę mieszane uczucia po ich występie na Fall of Summer we Francji w 2015r., który do najwybitniejszych nie należał. W Polsce jednak chłopaki pokazali pełną klasę, grając naprawdę dobry set (choć nie idealny) i prezentując się, w porównaniu do Fall of Summer, genialnie. Przejdźmy już jednak do rzeczy. Jeszcze zanim Coroner wszedł na scenę zastanawiałem się jak będzie tym razem – czy powtórzy się klęska poniesiona we Francji, czy może sprawy obrócą się o 180°? Czekałem z niecierpliwością. W końcu stało się. Spiker zapowiedział szwajcarskie komando i w tym momencie nie było już odwrotu. W przeciągu ok. półtorej godziny wszystko się okaże. Od chwili rozpoczęcia pod sceną zawrzało – wszyscy jak jeden mąż napierdalaliśmy głowami i moshowaliśmy jak opętani. Ten dziki taniec kuców podjudzany był ogniem setlisty. Zasadniczo można by podzielić koncert Coronera na trzy fazy – wejście, wpierdol i zejście. Przy pierwszych dźwiękach Conspectu Mortis zaczęła się faza wpierdolu trwająca przez cały set (w którym pojawiły się perełki pokroju Semtex Revolution czy Masked Jackal). Zejście było najsmutniejsze, bo show Szwajcarów pozostawiało niedosyt, ale nie niespełnienie. Z koncertu wyszedłem spocony jak świnia i z bananem na ryju. Właśnie czegoś takiego oczekiwałem wtedy we Francji. Dwa lata później Coroner zrekompensował się z nawiązką. Mam nadzieję, że tech-thrashowe komando jeszcze co najmniej kilka razy nas odwiedzi w przeciągu trwania swojej kariery.

Zapomniałem już jaka moc znajduje się w pierwszych dwóch płytach Moonspella. Portugalczycy postanowili mi to przypomnieć tego wieczoru. Set gdzie grali materiał tylko z tych krążków był strzałem w dziesiątkę. Zespół w iście teatralnym stylu odgrywali poszczególne etapy spektaklu. Wokalista od samego początku złapał dobry kontakt z publiką i trzymał go do samego końca. Skoro już przy nim jesteśmy to jego forma tego wieczoru była godna podziwu. Nie zmieniał nic w starych kawałkach tylko zaśpiewał je ta jak powinien. Kiedy ostatni raz ich widziałem właśnie przez takie zmiany opuściłem koncert. Tutaj stałem jak zahipnotyzowany i poczułem ogromny smutek, że to koniec.      

Samael – kultowy zespół, którego pierwsze trzy płyty ocierają się o geniusz, okazał się pomyłką. Gitarzysta pomalowany czarną farbą wyginał się jak by grał w jakimś jebanym Limp Bizkit. Brak perkusji, tylko elektronika. Wytrzymałem dwa numery i opuściłem sale. Totalnie nietrafiony koncert. Nawet zagrany pierwszy raz od dawna "Workship Him" nie pomógł. Za to premiera nowej kompozycji utwierdziła mnie w przekonaniu, że z tego zespołu już raczej nic nie zostało.

,,Dobranoc” ryknął Nihil na rozpoczęcie ostatniego koncertu festiwalu. Furia, bo o niej tu mowa promowała swój ostatni genialny album. Tak jak nie jestem jakimś mega fanem poprzednich krążków, tak ten ostatni regularnie gości w moim odtwarzaczu. Furia jako jedyna miała problemy natury technicznej, przez co ich koncert opóźnił się o pół godziny. Nie wykruszyło to jednak fanów, a wkurwienie Nihila tą sytuacją tylko spotęgowało wściekłość koncertu. Przez 45 minut stałem zahipnotyzowany śląskim black metalem z najgłębszych kopalni.

Do każdego koncertu przygotowana była genialna oprawa świetlna. Zarówno na dużej jak i na małej scenie. Najokazalsza oprawa była przy koncercie Samaela, co tylko spotęgowało wrażenie dyskoteki (zwłaszcza telebim). Akustyk tego wieczoru spisał się na równi z oświetleniowcem. Pierwszy raz byłem na tak genialnie nagłośnionym halowym koncercie w Polsce.

Oczywiście muzyka muzyką. Nie zabrakło na festiwalu wielu stoisk z płytami, koszulkami, gadżetami dla wikingów. Odbyła się nawet wystawa prac Zbigniewa Bielaka. Ogromną przyjemnością było podziwianie genialnych prac tego pana z bliska.

Podsumowując, Metalmania wróciła i jest z czego się cieszyć. Wreszcie mamy w Polsce solidny metalowy festiwal. Szkoda, że jednodniowy i w hali. Kto nie był, niech pojawi się za rok, bo warto wspierać takie inicjatywy i nie dać im umrzeć, jak to miało miejsce w przypadku Metalfestu.

Kacper Hawryluk & Lavish

129_edguy_158x600px_eus_b.gif 128_tankard_158x600px_eu.gif 127_blindGuardian_158x600px_eu.gif 131_rage_158x600px_eu.gif 130_thedoomsdaykingdom_158x600px_eu.gif 126_municipalWaste_158x600px_u.gif

Goście

588824
DzisiajDzisiaj1402
WczorajWczoraj1377
Ten tydzieńTen tydzień4910
Ten miesiącTen miesiąc46648
WszystkieWszystkie588824
54.156.78.4

converge plakath m

brother firetribe plakat m

wardrunaplakatd m

anathema plakat m

wasp plakat m

helloween plakat z logo hmp m

threshold plakat m

dirkschneider plakat m

stevenseagullsh m

korpiklaani plakath m