Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 69sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

internal quiet 2018 tour poster new m 

primal fear plakata b

threshold european tour 2018z m

ross the boss bullet crystal viper m

ross the boss 2 plakat m

diamond head plakat m

xhammerfall plakat m

powerwolf plakatz m

striker plakatzzz m

xmsf poster poland m

xdragonhammer plakat m

nightwish plakatz m

annihilator plakatz m

slayer plakatz m

exodusreklama logotypy rgb m

xkreator plakat m

xmerry christless plakat m 

Ex Breakout - Jaworki - 10.08.2018

Ex Breakout -  Muzyczna Owczarnia - 10 sierpnia 2018

Okres urlopowy nie jest najlepszym czasem na organizację wydarzeń muzycznych, które nie zaliczają się do kategorii festiwali o charakterze open air. Większość filharmonii, sal operowych, klubów jazzowych czy rockowych zamknęła w okresie lipcowo- sierpniowym swoje podwoje. Dlatego, jeżeli tylko nie zamierzasz być słuchaczem festiwalu o ustalonej renomie (Openera, Wacken, Pol’and’Rock czy OFFu ), albo nie zgubisz drogi trafiając na Festiwal Pierogów lub Festiwal Ryby Grillowanej, to masz raczej ograniczony wybór. Co zatem robisz w opisanej sytuacji? Jedziesz na festiwal bądź czekasz cierpliwie, odliczając dni do września, gdy ponownie ruszy halowo- klubowy cykl koncertowy. Większość z nas zakupiła nawet już bilety na pasjonujące zdarzenia muzyczne w drugiej połowie anno domini 2018.

Ale istnieją chlubne wyjątki od nakreślonej powyżej reguły, należy mieć tylko trochę szczęścia, oraz trafić na właściwy czas i odpowiednie miejsce, w którym przy kurczaku z grilla na kartonowej tacce nie zabiją Twojej muzycznej duszy dźwięki obskurnego disco polo albo ambitne słowa piosenki strażackiej. Tak, tak! Mają Państwo rację! Kpię sobie z tego polskiego, wręcz ogólnonarodowego trendu, że gdzie się nie obrócisz, to do uszu docierają zabijające ciszę rąbanki w stylu umpa, umpa, umpa, doo, doo, doo, które mają jeden cel, ogłuszyć. Wtedy dwunożny obywatel traci orientację i wydaje kasę na rzeczy, których myśląc racjonalnie nigdy w życiu by nie zakupił.

Kończąc dygresję powracam szybciutko do tej „jasnej strony księżyca”. Jest takie miejsce na muzycznej i turystycznej mapie Polski, które przez nie tylko wakacyjne miesiące, ale przez calusieńki rok tworzy magię, wyzwala pozytywne emocje, edukuje, pozwala zrozumieć, co w życiu codziennym oznacza życzliwość, otwartość, miłość do drugiego człowieka i do…,to tutaj najważniejsze do MUZYKI. Świadomie napisałem wyraz „muzyka” dużymi literami, żeby zaznaczyć, że w tym miejscu nikt nie zajmuje się muzycznymi bibelotami, lecz sztuką, co do której jakości, nie ma nawet cienia wątpliwości. A jest to zasługą przemiłych Gospodarzy, Pana Wieńczysława Kołodziejskiego i Jego szanownej Małżonki, którzy grubo ponad dwadzieścia lat temu zdecydowali o powołaniu do życia Muzycznej Owczarni w Jaworkach, niedaleko Szczawnicy. U- mówią przyjaciele, do których ja się niestety nie zaliczam, bo nigdy nie było okazji , żeby się bliżej poznać, choć muzycznie odbieramy na podobnych falach- Wietka każdy znajdzie klimat swojskości, bliskości z muzyką i wszelkie gwarancje muzycznej jakości. Bo do Muzycznej Owczarni można zostać zaproszonym w roli wykonawcy pod jednym warunkiem, że rozumiesz, że układanie dźwięków a później ich prezentacja słuchaczom jest sztuką najwyższą. Taką gwarancję daje sam Szef, który zna się na muzyce na wskroś i nie toleruje bylejakości. Kto był w Muzycznej Owczarni i dane mu było przeżywać niejeden koncert, ten wie, że moje słowa to „najprawdziwsza prawda”. Kto nie był i trafia „pod strzechę” po raz pierwszy, ten zostaje zaczarowany na zawsze i będzie tam wracał przy każdej nadarzającej się okazji.

W 2016 roku Miejski Ośrodek Kultury w Szczawnicy zorganizował fetę pod hasłem „Benefis Wietka Kołodziejskiego w Muzycznej Owczarni”. Uroczystość rozpoczęła się od wygłoszenia przez dyrektora MOKu, Piotra Gąsienicę wiersza napisanego specjalnie na cześć Benefisanta, w którym powiedział :

    
„Jest takie miejsce na ziemi co dlo ludzi stworzune wolnyk
Jest taki cłowiek w tym miejscu co się nie boi holnyk
I jest tam jego dusa i serce i cało charyzma
Nie polityk to zoden ani hrabia cy Dyzma
Bo to jest cłowiek wolny, niepokorny i scyry
Umiy powiedzieć prowde choć wiy co to maniyry /…/
Stworzył miejsce na ziemi w którym cujes ze zyjes
Gdzie muzyka gro stale a ty się w nij ukryjes.”

          

Uważam, ze słowa tego wiersza doskonale oddają charakter Człowieka, który zawsze powita Was na progu Muzycznej Owczarni. Niezwykle ciekawa jest także historia powstania tego klubu (mam poważne wątpliwości, pisząc nazwę „klub”, gdyż Muzyczna Owczarnia, to znacznie więcej, miejsce, które posiada duszę i potrafi zaczarować każdego, nie bacząc na pokolenie bądź jego sceptycyzm). Chcąc ją tylko naszkicować, pozwolę sobie posłużyć się jeszcze jednym cytowanym fragmentem z w/w benefisu, opisanego dziennikarsko na stronie „podhale24.pl”:

„Ostatecznie w 1993 roku osiadł w Jaworkach (Wietek Kołodziejski, dop. Włodek Kucharek), gdzie zakochał się w domu Jagi Karkoszki wystawionym na sprzedaż, tak podobnym w położeniu do rodzinnego. Wyremontował go własnymi rękami. Tu też spełnił swoje marzenia o stworzeniu miejsca dla artystów z prawdziwego zdarzenia. Zakupił starą owczarnię z Czarnej Wody, przeniósł ją na swoją posesję i przystosował, dzięki pomocy przyjaciół, do roli klubu muzycznego i galerii plastycznej. Tak połączył swoje trzy największe pasje: miłość do muzyki, do sztuk plastycznych i do ludzi – dając im miejsce do artystycznych spotkań. Choć do tej pory „Muzyczna Owczarnia” może się poszczycić dorobkiem blisko 1,5 tys. koncertów i wizytą ponad 80 tys. Gości (do roku 2016, dop. Włodek Kucharek), Wieńczysław Kołodziejski i tak najbardziej dumny jest z piątki swoich dzieci: Pauliny, Michała, Stanisława, Bartosza i Klary oraz ze swojej żony – Sylwii, która pomaga mu w codziennym trudzie prowadzenia tak licznie odwiedzanego miejsca”.

Zamieszczona wyżej informacja to ledwo szkic opisu, jak powstała Muzyczna Owczarnia, jakie przeciwności, także przyrody (powódź), musieli pokonać Gospodarze, żeby stworzyć i pielęgnować miejsce niezwykłe. Nadszedł czas, żeby zająć się tematem muzycznym, chociaż Muzyczna Owczarnia „pachnie” na kilometr dźwiękami prawdziwymi, o wyjątkowej urodzie. W jej historii wystąpiło multum znakomitych artystów, czego dowodem plakaty pieczołowicie eksponowane na ścianach. To na nich można rozpoznać uśmiechniętą twarz geniusza skrzypiec Nigela Kennedy’ego, dla którego Owczarnia stała się drugim domem, w którym świętował swoje 50 urodziny. Spojrzysz w lewo i dostrzegasz The Animals, obok nich Leszek Możdżer, Coma, SBB, Skaldowie, Krzysztof Ścierański, Janusz Muniak, Ed Cherry, Wishbone Ash, Gordon Haskel i setki innych artystów, którzy, gdy tylko nadarza się okazja, powracają z następnymi koncertami. Uważny Czytelnik dostrzeże, że w Muzycznej Owczarni repertuar jest wielowymiarowy, bez podziału na kierunki stylistyczne, bo jedynym kryterium jest „bardzo dobra muzyka”, stąd na długaśnej liście wykonawców jazzmani sąsiadują z rockmanami, wykonawcy muzyki klasycznej (8 września zagra genialny skrzypek, Maestro Konstanty Andrzej Kulka) z piosenkami autorskimi, hard rock z muzyką „streetową”, blues z rockiem progresywnym, swoje dźwięki znajdą wielbiciele brzmień folkowych, celtyckich, metalowych, balladowych, rockowych.

Także ja ze swoją rodziną trafiłem w tym roku we właściwy czas i właściwe miejsce czyli na górskie wędrówki do Szczawnicy. Ustalając termin urlopu od razu wiedziałem, że Owczarnia to mus. Sprawdzenie programu koncertów i już wiedziałem, że sierpień obdarzy słuchaczy między innymi występami zespołów Retrock (Słowacja), Złe Psy, Ex Breakout, Krakow Street Band, Elżbieta Adamiak, Piotr Wyleżoł Trio. Wybrałem dwa z nich, Ex Breakout i Krakow Street Band, telefon do Gospodarza, rezerwacja telefoniczna biletów i już można zacierać ręce z radości. W dalszej części tekstu chciałbym podzielić się wrażeniami z pięknego koncertu formacji założonej przez Tadeusza Nalepę, która aktualnie występuje pod nazwą Ex Breakout.

Bilety na koncerty (dwa występy live, dzień po dniu), które zawsze zaczynają się o 20.15, rozeszły się na pniu. Bywalcy wiedzą, że rezerwacja jest obowiązkiem, w przeciwnym razie miejsce wśród około 90- osobowej publiczności pozostanie niespełnionym marzeniem. Chociaż Breakout obchodziłby 1 lutego 2018 złote gody, czyli 50- lecie istnienia, to przekrój wiekowy słuchaczy imponujący, nikomu w metrykę nie zaglądałem, ale mam pewność, że różnica wiekowa pomiędzy najmłodszymi a najstarszymi odbiorcami muzyki wynosiła dobrze ponad pół wieku. Ta tendencja należy także do cech charakterystycznych fanów Muzycznej Owczarni, niezależnie od rodzaju muzyki, a bratanie się dziatwy szkolnej z dziadkami- emerytami to swoista normalność. I żeby nie było wątpliwości, słuchacze w wieku szkolnym nie są dodatkiem w towarzystwie babci czy dziadka, lecz w pełni świadomymi słuchaczami, którzy są doskonale zorientowani, w jakim celu przybyli do Muzycznej Owczarni, niejednokrotnie znają repertuar wykonawcy, słuchają muzyki w skupieniu i ze zrozumieniem. Krótko mówiąc, najbardziej dostrzegalny efekt edukacyjny. I jeszcze jedna właściwość tego miejsca, artyści stroją instrumenty w obecności publiczności, są dosłownie na wyciągnięcie ręki, bez zastępów ochroniarzy, bez barierek, skłonni do pogawędki w przerwie lub po koncercie, rozdający z uśmiechem autografy na dostępnych płytach, co powoduje, że mamy wrażenie fajnego towarzyskiego spotkania z muzyką na pierwszym planie. Chciałem setlistę od Kazika Pabiasza, nie ma problemu, uścisk dłoni w gratulacyjnym geście, no problem, rozmowa przy piwku, oczywistość. Wszystko w atmosferze przyjaźni i spontaniczności, bo tak nastraja ludzi klimat Owczarni. Żadnych oznak chamstwa, żadnego darcia papy z tytułem utworu na „życzenie”, pełna kultura, która zupełnie nie wyklucza luzu, radości, okrzyków owacji, rytmicznego klaskania, żartów przed mikrofonem. Wszyscy członkowie Ex Breakout spełniają zasadniczy warunek, każdy z nich w mniejszym lub większym zakresie grał ze śp. Tadeuszem Nalepą, basista Zbigniew Wypych od 1976 (od albumu „NOL”), gitarzysta i wokalista Kazimierz Pabiasz, który w roku 2013 reaktywował Breakout, oraz perkusista Darek Kamiński, „Hammondzistka” Agnieszka Malcherek oraz gitarzysta Andrzej Malcherek, cała trójka z zespołu Free Blues Band, w którym przez ostatnie trzy lata swojego życia występował Tadeusz Nalepa. Nie sądzę, żeby kogokolwiek należałoby przekonywać, że formacja Breakout to legenda, jeden z tych wielkich bandów, od których rozpoczęło się w naszym kraju na przełomie lat 60-tych i 70-tych prawdziwe rockowe granie, a Breakout był jednym z nielicznych, którzy poruszali się po terytorium blues- rocka, zahaczając o rock progresywny, a dorobek fonograficzny, dziesięć płyt studyjnych do roku 1980, budzi najwyższy szacunek. I o jeszcze jednym fakcie należy koniecznie napisać, mianowicie o tekstach utworów grupy, których autorem jest nieprzerwanie od roku 1969 Bogdan Loebl, piszący także dla Ex Breakout. Mistrz słowa (ur. 1932) tworzy, obok powieści, poezji, słuchowisk, teksty piosenek od roku 1965 (!!!), a pierwszymi były słowa do utworu „Boję się psa”. W sumie Bogdan Loebl jest autorem kilkuset bluesów i pieśni pisanych dla wielu wykonawców. O tym mówił także w trakcie koncertu w Muzycznej Owczarni Kazimierz Pabiasz, oddając hołd Wielkiemu Autorowi.

Muzycznie koncert Ex Breakout składał się z dwóch ponad godzinnych setów każdy, w czasie których kwintet przedstawił zarówno utwory własne, jak również te z dorobku Breakout. Muzyka, dobór repertuaru, luz i profesjonalizm instrumentalistów, wielka radość z grania, która emanowała z artystów, zadziorne riffy, wspaniale wykonane partie solowe, fragmenty improwizowane, wręcz rzucająca się w oczy i uszy lekkość wykonania, emocje, to elementy, które składają się na pojęcie artyzmu. A gdy dodać do tego doskonały i bliski kontakt z publicznością, chemię pomiędzy słuchaczami a muzykami, to łatwo zrozumieć, dlaczego ten wieczór był magiczny. Trudno się zatem dziwić, że sterty dostępnej w sprzedaży płyty „Za głosem bluesa idź” (2014) wyłożone na stoliku przy wejściu rozeszły się tak błyskawicznie, że niektórzy obecni na koncercie podejrzewali, że była to jakaś fatamorgana. Było w czasie tego występu wiele pięknych chwil, o chociażby kończąca pierwszą część wersja kompozycji „Modlitwa”. Po tym utworze zaplanowano krótką przerwę, ale jak wybrzmiał ostatni dźwięk, to zapanowała cisza, a publiczność została „zabetonowana”. Wzruszenie, u wielu szkliste oczy, wspaniały hymn z longplaya „Kamienie” (1974), w którym warstwa instrumentalna z łkającymi gitarami oraz mądre i chwytające za serce słowa tworzą magnetyczną siłę, która nakazuje zastanowienie nad tym, co spotyka człowieka w życiu. Nie będę przytaczał tekstu tej pieśni, bo napisanie w tym przypadku „piosenki”, byłoby dla tego monumentu uwłaczające, ale warto sięgnąć po treść, żeby docenić jego wielkość. Nawet pozwoliłem sobie na konstatację, że Deep Purple ma swój „Child in Time”, Led Zeppelin „Stairway to Heaven”, Wishbone Ash „Persefonę” a Breakout „Modlitwę”, bez cienia przesady i bez żonglowania frazesami. Wsłuchajcie się dobrze, a nie będziecie potrafili się oderwać! Takich momentów było więcej, skupienie wywołał także przykładowo utwór „Kłamstwo to podstawa”, boleśnie prawdziwy:

           

„Kłamstwo to podstawa, to na kłamstwie stoi świat
Nikt już nie pamięta, że uczciwym można być
Sprytny oszust pnie się w góry, nie da głupiemu żyć
Kłamstwo to jest wartość i bezwzględność zimna też
Prawo to jest papier, papier łatwo pali się
Paragrafy są jak bułki, dziś za forsę kupisz je
Wyjdziesz na ulicę, twoje miasto tu i dom
Idziesz ale nie wiesz czy do domu wrócisz już
Ćpun ci jakiś może w plecy wbić na rogu nóż
Dzisiaj wolno wszystko już”.

         

Program ułożony został wybornie. Był czad, energia, rytm, i siła gitar, bas rozrywający ciszę, wokal śpiewający bądź melorecytujący słowa, kapitalna współpraca gitar, z licznymi, soczystymi i drapieżnymi partiami solowymi oraz Dama przy organach Hammonda, według informacji Kazimierza Pabiasza jedyna kobieta w Polsce, która potrafi grać na tym analogowym instrumencie, który w wielu fragmentach hipnotyzował swoim brzmieniem. Zbigniew Wypych „ładował decybele do pieca”, ale gdy nadeszła potrzeba popisu solowego, to wywinął tak melodycznie i rytmicznie ukształtowaną partię, że wszyscy pospadali z ławek. Aż dym szedł z głośników, a ponieważ siedziałem blisko jednego z nich, więc długo po koncercie dudniło mi w uszach. Także perkusista Darek Kamiński miał swoje „pięć minut”, gdy zademonstrował, że gra na tym instrumencie nie polega wyłącznie na okładaniu pałeczkami bębnów, lecz wiąże się również z finezją i stopniowaniem mocy, a to oznacza różnorodność.  Każdy akord, sekwencja dźwięków wypływały z umiejętności indywidualnych muzyków, rozumiejących się w lot. Zdaje się, że taki stan nazywa się, używając modnego anglicyzmu „Team spirit”. Każdy z nadkompletu publiczności miał szansę podziwiać Breakoutową klasykę, wśród nich „Gdybym był wichrem”, „Kiedy byłem małym chłopcem”, „Karate” czy nieśmiertelny utwór z kanonu zespołu „Rzeka dzieciństwa”. A obok nich na partnerskich zasadach zaistniały spokojny i piękny „Kłamstwo to podstawa” czy „Za głosem bluesa”, autorstwa Ex Breakout, były chwile nostalgiczne, aby za kilka minut przedstawić energetyczną wersję „Co to za człowiek” z albumu „NOL” (1976), kawałek porażający hard rockową mocą.

A na zakończenie przyznam się do pewnego, nazwałbym to defektu w mojej wiedzy muzycznej, mianowicie faktu, że nigdy do tej pory nie byłem zagorzałym fanem grupy Breakout. Owszem znałem może kilkanaście utworów, a to między innymi z tego powodu, że wychowałem się w czasach, w których piosenki „Rzeka dzieciństwa”, „Kiedy byłem małym chłopcem” czy „Poszłabym za tobą” i jeszcze kilka innych prezentowane były w rozgłośniach radiowych i była to praktycznie codzienność. To były wtedy wielkie przeboje, wpływając pozytywnie i skutecznie na gusta muzyczne Polaków. W porównaniu do tych wysmakowanych rockowych kompozycji dostrzec łatwo degradację znaczenia współczesnego pojęcia „przebój”, plastikowego, konfekcyjnego i bezdusznego. Kończąc refleksje na temat mojej znajomości twórczości Breakout, to już wiem, że mam na najbliższe miesiące ważne dla mnie zadanie, dotarcie do kompaktowych wersji albumów studyjnych sygnowanych nazwą Breakout. Bo to zwyczajnie wstyd nie znać tego bogatego i wspaniałego dorobku. A gdy kiedykolwiek tak by się stało, żeby Państwo znaleźli się w okolicach Jaworek, to zachęcam do wizyty na koncercie w Muzycznej Owczarni, bo takich mistrzów, jak Ex Breakout pojawia się tam mnóstwo, artystów, którzy gwarantują nietuzinkowe przeżycia estetyczne w miejscu, do którego nie dotarła jeszcze fala fałszywej komercjalizacji. I oby tak pozostało jeszcze długo!

Piękny, stworzony umiejętnościami kwintetu Ex Breakout koncert, na którym ja także byłem i przy słuchaniu doskonałej muzy piwko sobie piłem.

Gratulacje i wielkiego powodzenia zarówno dla muzyków, jak też Właścicieli Owczarni w kreowaniu kultury muzycznej!

Włodek Kucharek

119_bg_158x600px_eu.gif 121_ex_158x600.gif 130_baner0slider_2.gif 130_baner0slider_1.gif

Goście

1433788
DzisiajDzisiaj1652
WczorajWczoraj2371
Ten tydzieńTen tydzień4023
Ten miesiącTen miesiąc47091
WszystkieWszystkie1433788
54.198.142.121

batushka plakatz m

xhaken plakat m

the australian pink floyd show 2019 posterb1 m

hell over hammaburg flyer august m

xoverkill plakat m