Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 65sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

progresja plakatf m

them plakat m

metal-church-plakati m

raven plakat m

roting christ plakat m

jazz festiwal krakow m

sepultura plakat m

heavy metal holiday plakath m 

mastodonn plakat m

nervosa plakatg m

jazz festiwal krakow 2 m

bang tour head plakath m

metal hammer festival 2017 m

woa2017d m

fates-warning-plakati m

blues pils plakath m

brutal plakat m

rivelsons plakat m

slstafir-opeth plakath m

city-of-power-plakati m

 

„Folk z humorem i metalem połączony” (Diaboł Boruta)

Wysyłałem do różnych wytwórni nasz materiał, no i w Pure spodobało się na tyle, że zaproponowali kontrakt i wydanie – mówi Paweł Leniart. – Nie ma w tym absolutnie żadnych znajomości, nepotyzmu, łapówek i oddawania swoich zapasów piwa! Jakoś tak wyszło...

Tym sposobem już dwie płyty rzeszowskiego zespołu ukazały się nakładem niemieckiej wytwórni. Diaboł Boruta jest więc prawdziwym produktem eksportowym polskiego folk metalu, zaś o najnowszej płycie „Widziadła” oraz debiucie „Stare ględźby”  opowiadają ze szczegółami, swadą i humorem wokalista/basista Paweł Leniart i klawiszowiec Dawid Warchoł:

HMP: Region rzeszowski też obfituje w różne legendy i podania, ale wy wybraliście na nazwę imię diabła z dość odległej Łęczycy, w dodatku pisaną częściowo w śląskiej gwarze – chcieliście podkreślić w ten sposób swoistą uniwersalność zespołu i zarazem muzyki folkowej naszego kraju?

Paweł Leniart: Cześć, witamy szacownych czytelników i autorów pytań (śmiech). Chyba każdy region Polski obfituje w regionalne legendy. My mamy np. Diabła Łańcuckiego, który akurat jest postacią historyczną i to dość okrutną i patrząc na niektóre o nim historyje, bardziej wali siarą niż sam Boruta ale nie zamykamy się na swoje podwórko. Diaboł również nie jest w gwarze – jest naszym takim wtrąceniem, zmianą lekką postaci Diabła Boruty, gdyż nasz Diaboł jest ciut bardziej humorystyczny i chyba z większym dystansem traktuje swoje poczynania i dodatkowo zamiast kopyt ma pazury (patrz moje kapcie – śmiech). Koniecznie chcieliśmy przedstawić postać polską i po polsku - skoro już grzebiemy w naszych ględźbach, nie chcemy udawać kapeli angielskiej (jaki to ma sens?), przez co pewnie ta uniwersalność troszkę nam ucieka na rynku anglojęzycznym, ale jesteśmy z Polski i stąd Diaboł i do tego Boruta. A że folk to muzyka i śpiew regionów, to faktycznie bliżej nam do naszych tradycji niż tradycji irlandzkich, szwedzkich, marsjańskich czy śpiewu wielorybów (śmiech).

Skąd u was zainteresowanie taką właśnie tematyką? W Misteria, Shade, Banisher, Cerebrum czy nawet Jesus Chrysler Suicide graliście przecież znacznie ostrzejszą muzykę, wygląda więc na to, że do pewnych dźwięków trzeba po prostu dorosnąć?

Paweł Leniart: Nazwy tych kapel i te kapele to kawał historii metalu ale nie jest tak do końca - może zacznę od usystematyzowania kto, co jak, kiedy - może kogoś zainteresuje kto z kim spał w tych kapelach.... (śmiech). W Misterii grałem ja i Miras, ja dodatkowo drę japę w Shade, gościnnie pykałem basiwo w Cerebrum, Gilas - były gitarowiec - grał chwilę w Banisherze ale to było dawno temu, a Balon - były pałker, wciąż bębni w Jesusach, zatem twoje informacje są jak najbardziej prawdziwe (śmiech). Obecny skład ma również swoją historyjkę - Rundu grał death metale w Pyrophobii, Dejwid blekosy w Runopatii i Noctis, Zibra gra hardcory w The Remedy For, a Miras wciąż akordeoni w folkowych Żmijach, tak więc rozstrzał mamy spory (śmiech). Folkowe motywy pojawiały się już Misterii ale dopiero w Borutach są na takim poziomie, jaki nam pasuje. I niekoniecznie trzeba do tego dorosnąć, bo ja wciąż mam nadzieję, iż nagram jako pałker płytę death metalową jak np. stare Misterie. Borut jest jednak takim spoiwem, w którym mieszczą się wszystkie powyższe kapele, a na pewno nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa - na „Widziadłach” pojawiły się i blasty i growle, więc może na następnym albumie będą blekosy? Kto wie! A może techno? No tego akurat na pewno nie (śmiech).

Dawid Warchoł: Co do dorośnięcia do danej muzyki, to ja też mam nadzieję, że kiedyś wrócę do basu (na którym grałem kiedyś sporo) i nagram coś cięższego i bardziej złożonego gitarowo. W końcu nie tylko folkiem człowiek żyje. Póki co próbujemy wnieść ciekawsze aranżacje do Diaboła, także muzyka się trochę zmienia w stosunku do pierwszych kawałków zespołu.

Wasz debiutancki album „Stare ględźby” był zdecydowanie mocniejszy od strony muzycznej – określiłbym jego zawartość mianem metalowo-folkowego. Przy drugiej płycie sięgnęliście jednak śmielej po tradycyjne instrumenty, bo pojawiły się choćby partie akordeonu – graliście na nim już wcześniej, czy uczyliście się dopiero przy okazji tej płyty?

Dawid Warchoł: To prawda, że przy drugim albumie sięgnęliśmy śmielej po brzmienia tradycyjnych instrumentów. Z pierwszym zdaniem się jednak nie zgodzę, ponieważ naszym zdaniem to właśnie „Widziadła” są płytą mocniejszą. No ale każdy rozumie „moc” w muzyce rockowo-metalowej na swój sposób. Co do akordeonu, to Mirek (gitarzysta) nauczył się na nim grać jeszcze w szkole muzycznej (dawno temu to było), natomiast na obu płytach pomagałem mu ja i muszę się przyznać, że uczyłem się gry na tym instrumencie dopiero przed nagraniem płyty. Swoją drogą, nadal niewiele umiem, ale udało się nagrać poprawnie kilka melodyjek na pierwszą płytę, za co dostałem pochwałę od Mirka i nagrodę w postaci zrzucenia na mnie obowiązku nauczenia się partii akordeonu na drugą płytę (śmiech).

Paweł Leniart: (Śmiech). No tak, ja udaję, że umiem grać na basie, a Dejwid, że na akordeonie. „Stare ględźby” były bardziej rockandrollowe, jednak to „Widziadła” mają nawet wtrącenia death metalu, więc chyba dla mnie jednak „Widziadła” są cięższe, ale to zawsze kwestia gustu. Powoli powstaje już nowy materiał i tu już mamy dopiero dziwadła - póki co jest folko-jazzo-death metalo-orient, a mamy dopiero cztery numery, więc można spodziewać się płyty co najmniej zajebiście zróżnicowanej (śmiech).

Dawid Warchoł: Z nowego materiału, oprócz tego co wymienił Paweł, to jeszcze trochę progresji i core’u (śmiech). Ale to są tylko drobne wtrącenia gatunkowe, także zróżnicowanie będzie, ale raczej nie aż tak, że powstanie z tego chaos. Głównym elementem nadal jest folk. Swoją drogą Paweł, właśnie wymyśliłeś tytuł nowego albumu: „Dziwadła”. Drugi LP: „Widziadła”, trzeci LP: „Dziwadła” (śmiech)... Trochę suchar, wiem…

To chyba nie jedyny instrument spoza metalowego instrumentarium który wykorzystaliście na „Widziadłach”?

Dawid Warchoł: Oprócz akordeonu na obu albumach jest jeszcze żywa sopiłka (flecik ukraiński).

Paweł Leniart: Są również żywe chłopacy, drewniane gitary, stuku-puki i nasz drugi realizator - mój pies Bolek (śmiech). Niestety nie mamy dostępu do wszystkich „żywych” instrumentów jakich chcielibyśmy użyć, ale w miarę możliwości będziemy się starali poszerzać brzmienia - mamy już pomysły na wiolonczele, kilka bongosów i jakieś dodatkowe „fujarki” ale to już plany na następną płytę.

Czyli brzmienia tradycyjnych, ludowych instrumentów nic nie przebije, żaden syntezator czy sampler nie ma do nich startu?

Dawid Warchoł: Nie ukrywamy, że syntezator pomógł przy nagrywaniu pozostałych brzmień, takich jak klarnet, piccolo, obój, skrzypce, klawesyn, mizmar. Staraliśmy się wydobyć z niego jak najbardziej prawdziwe i żywe brzmienia. Wada używania syntezatorów i samplerów jest taka, że nigdy w 100% nie uda się osiągnąć brzmienia żywego instrumentu, natomiast zaletą jest możliwość wykorzystania bardzo szerokiego instrumentarium, nie tylko na płycie, ale i na żywo podczas koncertu (i nie potrzeba do tego całej orkiestry, która i tak nie zmieściłaby się na małych scenach klubowych - śmiech). Muzyka jest przez to ciekawsza i mniej jednostajna.

Paweł Leniart: No niestety jesteśmy przez to troszkę ograniczeni ale Dejwid jest na tyle zdolnym skurczybykiem, że całkiem ładne brzmienia wychodzą mu z pod paluchów i efekt końcowy jest naprawdę fajny (śmiech). Co nie znaczy, że nie byłoby fajnie zagrać koncertu z większym składem i pląsającymi i grającymi dziewojami na scenie ale póki co - względy logistyczne nam na to nie pozwalają. Kwestia czasu (śmiech).
Na debiucie czerpaliście też ze skarbnicy tradycyjnych czy poetyckich tekstów, wykorzystując między innymi słowa wierszy Tuwima czy Bahdanowicza, ale też napisane specjalnie dla was przez Świętobora Mytnika. A jak wygląda to na „Widziadłach”?

Paweł Leniart: ...i bardzo chętnie kontynuowalibyśmy promowanie języka polskiego w utworach stworzonych przez tak wielkie nazwiska, ale niestety nie stać nas na to! Serio. Na „Widziadłach” są teksty moje, „Rusałka” Bahdanowicza no i oczywiście niesamowity Wojtek Mytnik, ale już za Tuwima czy Broniewskiego trzeba odpalić takie „Zaiksy”, że łolaboga i po prostu nas na to nie stać. Podczas gdy niestety w naszej rzeczywistości trzeba się cieszyć, jeśli nie dołożyło się do koncertu, to kolejne koszty - a sprzęt kupujemy za swoje, nagrywamy za swoje, teledyski też są naszymi produkcjami i kosztami - musimy już bardzo kalkulować. Zresztą gdybyśmy nie nagrywali u mnie w studio to pewnie płyty by nie powstały, a na tej muzyce nie zarabiamy. Zresztą nie mamy w Polsce osoby, która mogła by nas promować, dlatego też dostajemy sporo recenzji zza granicy, a w Polsce ciszaaaa... Oczywiście poza takimi rodzynkami jakie właśnie czytasz (śmiech). No i taka sytuacja poniekąd zmusiła mnie do ruszenia łepetyną i tworzenia własnych historii - nie są tak aliganckie jak Tuwim czy Wojtek Mytnik ale jakoś muszą wystarczyć (śmiech).
Nagranie tradycyjnej ludowej melodii „W moim ogródecku” było dla was swego rodzaju wyzwaniem? Nie było chyba dotąd tak mocnej wersji tego utworu, kojarzonego raczej z repertuarem grup ludowych, śpiewaczych czy nawet disco polo?

Paweł Leniart: (śmiech), historia tego kawałka wiąże się z „Must be the Music”. Kazali nam oprócz swoich kawałków przygotować covery i Dawid wpadł na pomysł, żeby zagrać właśnie taką ludowiznę. A że nasza wersja nam się spodobała, nagraliśmy ją i została na płycie jako taki bonus - fajnie wyszło, no nie? (śmiech). Wbrew pozorom znalezienie ciekawego kawałka, z którego można by zrobić swoją wersję, to nie taki prosty sposób. No i oczywiście znów dochodzi kolejny temat - zapłacić „Zaiksy”. „Ogródecek” to dość stary kawałek autora nieznanego, więc koszty odpadły (śmiech). Ale powiem ci w sekrecie, że nagraliśmy jeszcze jeden kołwer przy okazji sesji „Widziadeł”, który pewnie wrzucimy niedługo do odsłuchania - to „Krzyżówka dnia” Moniki Brodki i ja ten kawałek uwielbiam! W przeciwieństwie do reszty dziewczyn z Borutów chociaż nie wiem czemu - nie znają się i tylko ja jestem tam romantykiem (śmiech).

W pewnym sensie podtrzymaliście tu tradycję, bo na „Starych ględźbach” też umieściliście znany utwór, ale z zupełnie innej „parafii”, bo przeróbkę „Vodka” Korpiklaani – był to ukłon w stronę zagranicznych słuchaczy, bo liczyliście się już z tym, że album ten ukaże się na Zachodzie?

Paweł Leniart: Nie - pudło (śmiech). „Vodka” to pierwszy kawałek Korpiklaani, który usłyszałem i po którym doznałem olśnienia w pusty łeb, że to jest tak zarąbista i pozytywna muza i też chcę taką grać - i pierwszy kawałek, który zagrał Borut to „Vodka” właśnie (śmiech), więc to taki hołd i numer, który nam się świetnie gra. W ogóle nie liczyliśmy, że płyta wyjdzie na Zachodzie, ale w Polsce nikt - absolutnie nikt nie był zainteresowany wydaniem Boruta! A tu myk - niemiecka wytwórnia wydała już nasze dwie płyty. I to po polsku. I to na cały świat. I nie mają z tego powodu kompleksów.

Jak więc doszło do podpisania kontraktu z niemiecką Pure Steel Rec., a konkretnie sublabelem tej firmy: najpierw Pure Steel Publishing, a obecnie Pure Underground Records?

Paweł Leniart: Nawiązując do wcześniejszej odpowiedzi - Pure wydało nasze dwie płyty i faktycznie promują ją na świecie i to jest fajne. Tyle, że w Polsce jest lipa z promocją. A jak do tego doszło? Wysyłałem do różnych wytwórni nasz materiał, no i w Pure spodobało się na tyle, że zaproponowali kontrakt i wydanie. Nie ma w tym absolutnie żadnych znajomości, nepotyzmu, łapówek i oddawania swoich zapasów piwa! Jakoś tak wyszło... „Widziadła” są już kontynuacją współpracy, a co będzie z kolejną płytką - nie mamy pojęcia (śmiech).
„Widziadla” is by far the strongest Folk Metal album in this year! – zachwalają w swych materiałach promocyjnych, wygląda więc na to, że nie chodzi tu tylko o relacje czysto biznesowo-merkantylne, bo wierzą w waszą muzykę i przypadła im ona do gustu?

Paweł Leniart: No właśnie - tak nam się wydaje, że faktycznie nasza muza się w Pure spodobała. Inna sprawa, że nie mają innych kapel folkowych, więc dla nich faktycznie jesteśmy strongest folk! (śmiech). Ale porównując nas do innych kapel folk-metalowych wcale nie jesteśmy jakąś najmocniejszą kapelą. Baaardzo wiele kapel używa tylko growlu - u nas jest sporadycznie, dodatkowo mamy sporo fragmentów rzekł bym nawet balladowych (ale nie pościelowych na szczęście - śmiech) tak więc chyba faktycznie chodzi o muzykę. I tak chyba powinno być, no nie? Ja rozumiem, że to biznes jak każdy inny, tyle, że nie traktujemy swojego grania jak właśnie interes. Gramy bo lubimy, a że przy okazji dokładamy do tego? Cóż jedni kupują samochody marki MG, a inni Fiaty, ktoś wydaje kasiurę na nowe dresy i kosmetyki, a my na muzykę (śmiech). Ale może po prostu chodziło im o to, że „Widziadła” są naprawdę mocną pozycją na scenie metalowej… fajnie by było gdyby tak było (śmiech).

Co ciekawe nie zrezygnowaliście z polskich tekstów, co dla słuchaczy z innych krajów, szczególnie tych bardziej odległych od Polski czy Europy, może być czymś nowym i oryginalnym, wręcz ekscytującym?

Paweł Leniart: A z tym to już właśnie różnie bywa - dlatego na płytkach są angielskie streszczenia naszych opowieści i dwa numery w wersji angielskiej. Dlaczego? Nie jest to powód komercyjny - nagrajmy po angielski i sruuu na zachód! To jest ukłon dla słuchacza angielskojęzycznego, aby właśnie dowiedział się troszkę o starych ględźbach, słowiańskich historiach...

Pojawia się jednak problem bariery językowej – zresztą pewnie i w Polsce mało kto zna znaczenie słowa ględźba (śmiech). To dlatego nagrywacie na każdą płytę przynajmniej po dwa utwory z angielskimi tekstami, tłumacząc polskie teksty?

Paweł Leniart: A, no to mamy pytanie na które odpowiedziałem (śmiech). A słowo ględźby faktycznie jest teraz modern w połlisz język... (śmiech). To może coś jeszcze wspomnę o tej ekscytacji z pytania powyżej - nie wiem czy dla standardowego słuchacza język działa ekscytująco ale chyba bardziej, kto i jak wypowiada dane słowa - samo brzmienie głosu ma chyba większe znaczenie niż język, którym te słowa są wypowiadane. Podobnie jak mruczenie kota - lubisz? Ja tak (śmiech).

Dawid Warchoł: Wypada powiedzieć, że wielu zagranicznych recenzentów naszych albumów twierdzi, że ten wokal w języku polskim bardzo fajnie brzmi i pasuje do muzyki, pomimo, że nic nie rozumieją z niego. Raz tylko przeczytałem w Internecie opinię jakiegoś Rosjanina, że muzyka jest niczego sobie, ale zbiera mu się na wymioty, gdy słyszy te polskie „przyszesz, wyszesz, napomniszesz”, czy jakoś tak (śmiech).  Także znów, kwestia gustu, tak jak w przypadku muzyki.

Nie korci was, czy też może wydawca nie sugeruje, że byłoby warto nagrać całą anglojęzyczną płytę?

Paweł Leniart: Był taki pomysł ale stanęło na tym, że to jednak folk - to musi pokazywać region, miejscowe tradycje, opowieści - płyta anglojęzyczna byłaby niewiarygodna, a my jednak nie jesteśmy cyniczni (śmiech).  Ale takim kompromisem lekkim są te tłumaczenia i myślę, że będziemy się tego trzymać. Poza tym język polski jest tak bogaty, że nie ma szans przedstawić w angielskim tych wszystkich pięknych słów z których składają się nasze historie. To byłaby jakaś karykatura. Zostaniemy przy polskim (śmiech).  Chyba, że coś nam strzeli do głowy i zechcemy nagrać folk afrykański wtedy zaśpiewamy go w jakimś narzeczu. A co to za problem? (śmiech).

Wygląda na to, że jesteście obecnie w przełomowym momencie kariery – wydana pod koniec ubiegłego roku płyta została dobrze przyjęta, a jak wygląda jej promocja, koncertowa i nie tylko? Nastawiacie się na stopniowe budowanie coraz wyższej pozycji zespołu w Europie, licząc, że z czasem dojdziecie do pozycji choćby wspomnianego już Korpiklaani?

Paweł Leniart: Paaaanie drogi, jakiej kariery! Gramy i składamy te nasze opowieści gdyż przede wszystkim to lubimy. Promocja w Polsce niestety nie istnieje. Czego sami nie zrobimy, tego nie będzie. Zarówno jeśli chodzi o muzę jak i jakieś wideo dlatego tym bardziej cieszę się, iż mogliśmy porozmawiać na łamach waszego magazynu i dziękuję wielce za taką możliwość - stawiamy piwo (śmiech).  Ciężko powiedzieć jak to będzie dalej wyglądać - z Podkarpacia niestety wszędzie daleko, a paliwo drogie (śmiech).  A tak serio - i od razu będzie to odpowiedź na następne pytanie- zerknąłem na nie - plany są takie: „komponujemy” (śmiech, jakie wielkie słowo - my raczej kombinujemy - śmiech) już nowy materiał - jak pisałem wyżej - będzie znów ciut inny niż poprzedni album, ale na pewno nie nudny, chcielibyśmy nagrać go i wydać - oby w 2017, ale nie mamy ciśnienia, że musi być w tym roku - na pewno się nie opierdzielamy tylko kminimy jak to poskładać - często w połączeniu z brakiem czasu codziennym, ale jeśli uda się nagrać kolejną płytę i wydać - będzie fajnie. Postaramy się nie zostawić materiału w szufladzie, natomiast kto będzie jego wydawcą? Nie mamy pojęcia. Nasza muza nie jest aż tak komercyjna, żeby Pure zbijało na tym kokosy, więc może wcale nie będą zainteresowani dalszą współpracą, a może okaże się, że zrobią jakąś fajną promocję w Polsce, bo tak naprawdę mocno by nam na tym zależało.

Czyli macie dość sprecyzowane plany, a cała reszta zależy już od przysłowiowego łutu szczęścia i sprzyjających okoliczności, bez czego w sumie ani rusz?

Paweł Leniart: I tu przydadzą się sprzyjające okoliczności i trochę szczęścia oraz mnóstwo cierpliwości i dużo ciężkiej pracy - nie mamy bogatych rodziców i sponsorów (śmiech). Ale do ćwiczeń i robienia swojej roboty bez oglądania się na tzw. „życzliwych” namawiam i  życzę każdemu -  i że tak powiem - samo się nie zrobi! Chyba, że w blenderze taki napój z chmielu, wody i słodu. Ale i tak trzeba to tam wrzucić, wcześniej sprawić sobie blender, wcześniej jeszcze posadzić chmiel, jęczmień, iść po wodę, blablabla... (śmiech) Fajnie by było zagrać przed Korpiklaani i będzie to kolejnym kroczkiem w Borutowym Diaboleniu (śmiech).

Dawid Warchoł: Albo przed Eluveitie. Ja tam akurat ich wolę, jeśli chodzi o największe folk metalowe kapele, choć Paweł się pewnie ze mną nie zgodzi (śmiech).

Paweł Leniart: Dziękujemy za ciekawe pytania i mamy nadzieję iż blenderówką stukniemy się na jakimś naszym koncercie! Yo man! (śmiech)

Wojciech Chamryk

127_mayones-160x580.gif 131_Accept_158x600px_EU.gif 133_overkill_158x600px_eu.gif 128_tankard_158x600px_eu.gif 129_kreator_158x600px_eu.gif 130_thedoomsdaykingdom_158x600px_eu.gif 126_municipalWaste_158x600px_u.gif 132_Lancer_158x600px_EU.gif

Goście

526214
DzisiajDzisiaj1549
WczorajWczoraj1960
Ten tydzieńTen tydzień8431
Ten miesiącTen miesiąc40092
WszystkieWszystkie526214
54.81.154.223

converge plakath m

brother firetribe plakat m

wardrunaplakatd m

anathema plakat m

wasp plakat m

helloween plakat z logo hmp m

threshold plakat m

dirkschneider plakat m

stevenseagullsh m

korpiklaani plakath m