Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 66sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

impallers plakath m

wasp plakatt m

anathema plakat m

ulcerate plakatt m

epicak m

mad fest vol1 posterf m

mastodon plakatb m

mad lion fest vol3 posterf m

airbourne plakatf m

the sisters of mercy plakatb m

knock out on toura m

illusion plakatf m

wasp plakat m

helloween plakat z logo hmp m

morbid angel plakats m

threshold plakat m

dirkschneider plakat m

dio returns plakato b

stevenseagullsh m

merry christless plakatd m

kreator plakatk m

accept plakath m

„Noc na Łysej Górze” (Łysa Góra)

– Nie interesuje nas odgrywanie utworów folkowych z oryginalną harmonią, lub rytmiką. Zawsze będziemy dążyli do stylizacji unikając dosłowności. Czasem żartobliwie z dystansem do siebie określamy się mianem wieś – metalu, częściej po prostu – heavy folkiem – podkreśla Krystian Jędrzejczyk, perkusista zespołu Łysa Góra. Jeśli ktoś lubi takie grupy jak: Percival Schuttenbach, Diaboł Boruta czy Żywiołak, musi koniecznie sprawdzić drugi album „Siadaj, nie gadaj” Łysej Góry:

   
HMP: Ponoć wasz zespół powstał dość spontanicznie, ale muzyką ludową interesowaliście się pewnie już wcześniej, nazwa Łysa Góra też nie pojawiła się przypadkowo?

Krystian Jędrzejczyk: Tak. Zespół powstał dość spontanicznie. Idea połączenia folkowych pieśni z energetyczną metalowo – rockową oprawą powstała w głowach Marty (wokal), Krystka (perkusja) i Doroty (wokal) na jednej z imprez przy ognisku podczas śpiewania ludowych „standardów”. Dziewczyny miały już za sobą doświadczenie w postaci udziału w warsztatach związanych ze śpiewaniem pieśni białogłosowych, a dodatkowo Dorota przez wiele lat zajmowała się odtwórstwem historycznym. Muzyka folkowa z całą swoją żywiołowością, harmonią i klimatem wydawała nam się doskonale pasować do rytmiki, współbrzmień i dynamiki muzyki metalowej. Co do nazwy zespołu. W związku z tym, że fascynuje nas kultura i tradycja naszych przodków, nazwa Łysa Góra pojawiła się naturalnie – po pierwsze jako silny ośrodek kultury słowiańskiej, po drugie jako symbol Gór Świętokrzyskich – miejsca, z którego wywodzi się dwoje z trojga założycieli zespołu. Co więcej, trio dziewczyn szalejących na scenie w rytm mocnych dźwięków przywodzi na myśl obrazy rodem z nocy na Łysej Górze. (śmiech)

W sumie powracanie do korzeniu muzyki to zjawisko regularne, ciągle pojawiają się artyści folkowi, bądź czerpiący z muzyki świata, były już nawet całe nurty jak folk rock, czy próby łączenia go z rockiem progresywnym, jednak wy postawiliście na mariaż takich dźwięków z metalem. Skąd taki właśnie wybór? Graliście wcześniej w metalowych kapelach, był więc to dla was wybór jak najbardziej naturalny?

Muzyka ludowa jako muzyka korzeni zawsze była i będzie wykorzystywana przez różne nurty muzyczne – nie tylko rock, czy tzw world music, ale też przez kompozytorów klasycznych, lub muzyków jazzowych. Wpływa na to specyficzny charakter tej muzyki, jej dusza, transowość, naturalność i często swoista dzikość. Tak jak to było wspomniane powyżej, folk i metal, czy rock mają wiele cech wspólnych choćby w warstwie harmonii, pewnej surowości, rytmiki, czy nawet ekspresji wokalnej, która w obu gatunkach bazuje na donośnym, często krzykliwym śpiewie. Ciężkie riffy i dość gęsta rytmika metalowa dodają muzyce ludowej jeszcze bardziej energicznego charakteru. Jeśli chodzi o nasze wcześniejsze związki z metalem - głównym „metalheadem” w zespole jest perkusista Krystek, który od dzieciństwa interesuje się tym nurtem muzycznym, grał już w kilku składach metalowych i odciska piętno swojego doświadczenia w Łysej Górze (śmiech). Wszyscy słuchamy natomiast różnej muzyki i chyba jest to dobre, bo nie zamykamy się na jednowymiarowe rozwiązania kompozycyjne.

Ostatnio coraz częściej mówi się i pisze o takich zespołach jak Percival Schuttenbach, Żywiołak czy Diaboł Boruta, ta ostatnia formacja ma nawet niemieckiego wydawcę – czyżby polski folk metal stawał się coraz bardziej popularny?

Myślę, że generalnie folk metal stał się ostatnimi czasy dość popularny za sprawą specyficznej domieszki etnicznej, która jeszcze bardziej dywersyfikuje ten gatunek. Dzięki temu skandynawski, słowiański, czy orientalny folk metal ma swój charakterystyczny, rozpoznawalny sznyt, jest różnorodny, a tego chyba teraz słuchacze poszukują – oryginalności i różnorodności. Metal jako gatunek został już muzycznie zdefiniowany, więc łatwiej i rozsądniej jest połączyć to, co zostało wymyślone z innymi gatunkami i stylami niż silić się na czasem sztuczną oryginalność.

Łysa Góra podchodzi jednak do zagadnienia nieco szerzej, bowiem już na pierwszej płycie „To i hola”, obok własnych wersji tak znanych pieśni jak „Bogurodzica” czy własnej „Idzie żołnierz” o patriotycznej wymowie, sięgnęliście też po utwory pochodzące zza naszej wschodniej granicy, co kontynuujecie na najnowszym albumie „Siadaj, nie gadaj”?

Chyba łatwo jest zauważyć, że polska muzyka ludowa ma często podobny charakter do muzyki ludowej pochodzącej z innych regionów kultury słowiańskiej. W związku z tym staramy się nie zamykać tylko i wyłącznie na język polski i melodie polskiej wsi. „Siadaj, nie gadaj” obejmuje swoim zasięgiem obszar od Bałtyku, przez wschód aż po Bałkany i myślę, że pomimo tej różnorodności geograficznej, spaja to wszystko w jedną całość klamra słowiańskiego charakteru wszystkich utworów z naszej ostatniej płyty.

Białoruska pieśń „Sztoj pa moru” stała się nawet singlowym numerem z tej płyty, ponieważ nakręciliście do niej teledysk – podkreślacie w ten sposób wspólne korzenie ludów wschodnioeuropejskich, a zarazem pewien uniwersalizm ich kultury?

„Sztoj pa moru” jest piękną pieśnią z cudowną melodią i transowym rytmem. Decyzja o nakręceniu do niej teledysku zapadła ponieważ jesteśmy zadowoleni z różnorodności aranżu, i klimatu jaki udało nam się z niej wydobyć łącząc ją z naszym stylem. Na początku ciężko nam było ją ugryźć, ale udało się i efekt jest dla nas więcej niż zadowalający. Jak wspominałem wcześniej, nie tylko „Sztoj pa moru” ale i inne pieśni zebrane i zaaranżowane na „Siadaj, nie gadaj” łączy wspólny mianownik słowiańskiej duszy.

Jest z czego wybierać, jeśli chodzi o dawne teksty i pieśni, jak więc dobieracie poszczególne utwory, żeby stanowiły zwartą i spójną artystycznie całość?

Dużo pieśni, który znalazły się na naszych płytach została dobrana dzięki naszej współpracy z fundacją OVO, w której warsztatach z pieśni białogłosowych brały udział nie tylko nasze wokalistki, ale też inni członkowie zespołu. Dzięki warsztatom organizowanym przez tę fundację mogliśmy ich posłuchać, zapoznać się z transkrypcją tekstów, często pisanych w oryginale cyrylicą i później pomyśleć, z którymi z nich chcielibyśmy się zmierzyć pod szyldem Łysa Góra.

Biały śpiew, wykorzystywanie gwary to nie jest łatwa sprawa, wam jednak udało się uniknąć związanych z tym pułapek – pewnie jednak trochę prób was to kosztowało?

Zgadza się. Biały śpiew to domena naszych wokalistek, które szkoliły się i nadal szkolą się w tej technice, wykorzystując zdobyte umiejętności i doświadczenie na koncertach i próbach Łysej Góry. Choć eksperymentowaliśmy na pierwszej płycie i mieszaliśmy gdzieniegdzie biały głos z bardziej klasycznym, na naszej ostatniej płycie większość kawałków została zaśpiewana białogłosowo dodając im jeszcze więcej pierwiastku ludowego. Ten rodzaj donośnego i otwartego śpiewania sprawdza się doskonale w duecie z ciężkimi riffami i metalową sekcją.

Zwraca też uwagę okładka – będąc kilka lat temu na wystawie prac z cyklu „Polish Dream” Adama Kołakowskiego zwróciłem uwagę na jego bajkowy, jedyny w swoim rodzaju styl i były tam też obrazy z kogutami – ten, który trafił na okładkę „Siadaj, nie gadaj” został namalowany specjalnie dla was, czy to fragment pracy powstałego wcześniej?

Na malarstwo Adama Kołakowskiego trafiliśmy przypadkiem i od razu zagrały emocje. Stwierdziliśmy, że doskonale współgrają z naszą muzyką i fantastycznie byłoby mieć choćby element obrazu artysty na naszej okładce do „Siadaj, nie gadaj” Zadzwoniliśmy i udało się. Okazało się, że jeden z jego obrazów, przedstawiający babę z siekierą siedzącą  na kogucie, idealnie oddaje tytuł płyty i uzyskaliśmy zgodę na wykorzystanie go, za co jeszcze raz niezmiernie dziękujemy. Cieszymy się bardzo, ponieważ uważamy, że okładka zawsze powinna być ważnym elementem całości  artystycznej albumu.

Słuchając „Siadaj, nie gadaj” momentami zastanawiałem się, czy określanie tego co gracie mianem folk metalu nie jest czasem zbytnim uproszczeniem, bo tego typowego metalu w poszczególnych utworach nie ma zbyt wiele. Obok, czasem dynamicznej perkusji czy mocniejszych riffów, stawiacie bowiem na klimat, wielowymiarowe aranżacje i swoistą transowość, bez popadania w schematy?

Cieszę się, że w ten sposób postrzegasz naszą muzykę, ponieważ właśnie chcieliśmy i zawsze będziemy chcieli uciekać od schematów m.in. typowego folk metalu. Wiadomo, że zawsze zaszufladkowanie pozwala ludziom na pierwsze wyobrażenie sobie jaką muzykę reprezentujemy bez zbytniego wgłębiania się w materię, ale pewnie niejedną osobę nastawioną na typowy folk metal pozytywnie zaskoczyliśmy, lub być może też rozczarowaliśmy po pierwszym przesłuchaniu. Stawiamy na dość nowoczesne, często progresywne aranże harmoniczno- rytmiczne i myślę, że łączenie tego sosu z pięknymi melodiami ludowymi jest i będzie naszą cechą rozpoznawalną. Oprócz metalu na ostatniej płycie można znaleźć elementy funky, rocka, czy psychodeli. Nie interesuje nas odgrywanie utworów folkowych z oryginalną harmonią, lub rytmiką. Zawsze będziemy dążyli do stylizacji unikając dosłowności. Czasem żartobliwie z dystansem do siebie określamy się mianem wieś – metalu, częściej po prostu – heavy folkiem.

Wzbogacenie partii rytmicznych przez liczne perkusjonalia ma jeszcze bardziej uwypuklić ten stan rzeczy, dochodzi do tego wiodąca rola skrzypiec, udział innych instrumentów jak choćby drumla czy trąbka?

Muzyka ludowa to przede wszystkim śpiew, bęben i skrzypce, lub pochodne instrumenty strunowe. Chcieliśmy pozostawić jak najwięcej tych elementów na naszej ostatniej płycie, żeby jeszcze więcej na niej było „folku w folku” (śmiech). Można powiedzieć, że na „Siadaj, nie gadaj” skrzypce i gitara to równoprawne instrumenty. Jest więcej bębnów, drumli i tzw przeszkadzajek, które często podkreślają transowość i ważną funkcję rytmiki w  muzyce ludowej. Nasz gitarzysta Krzysiek Rukat dograł jeszcze w kilku utworach partie sazu – tradycyjnego orientalnego instrumentu podobnego do lutni z długim gryfem. Piękna partia trąbki w utworze „More sokol pije” nagrana została przez naszego kolegę Michała Wojnarskiego. Michał Rudaś z kolei gościnnie zaśpiewał w tym utworze przepiękne stylizowane na hinduskie wokalizy. Wszystkie te dodatki składają się na nasz styl. Gdyby nie ograniczenia sceniczne i logistyczne, pewnie uzupełnilibyśmy skład o wiele innych ciekawych instrumentów. (śmiech)

Są tu również utwory wręcz przebojowe, jak choćby tytułowy, który mógłby śmiało trafić również do stacji radiowych – to efekt tego, że uwierzyliście w siebie po sukcesach w programie „Mam talent”?

Muzyka folkowa sama napisała te przeboje przez wieki trwania naszej tradycji (śmiech). Komponując i stylizując te utwory nie byliśmy nastawieni na sukces komercyjny. Natomiast, jesteśmy świadomi ważnej roli melodii nawet w stylistyce metalowej. Wspaniałą zagrywkę do utworu „Siadaj, nie gadaj” przyniosła kiedyś na próbę nasza skrzypaczka Sylwia. Z Krzysztofem dodaliśmy do tego rwany riff, podkreślony podwójną stopą i tak oto powstał ten „przebój”. (śmiech)

W sumie możecie być, do tego całkiem interesującą, alternatywą do bardzo kiedyś popularnego pop-folku Brathanków, albo jego parodii w wykonaniu Donatana i Cleo, co jest dość kuszącą perspektywą? Staracie się też chyba zaistnieć szerzej koncertowo, stąd udział w eliminacjach tegorocznego festiwalu w Jarocinie?

Oczywiście, chcielibyśmy trafić do jak najszerszego grona odbiorców i dzielić się z nimi naszymi emocjami. Zdajemy sobie jednak sprawę, że niektóre nasze propozycje mogą być dla niektórych zbyt „odważne”. Dostajemy sygnały wsparcia od ludzi w różnym wieku i cieszymy się z tego. Myślę jednak, że nasze utwory raczej nie trafią pod strzechy domów weselnych, jak to było z Barthankami czy Donatanem (śmiech). Esencją każdego zespołu jest granie koncertów, dlatego staramy się wykorzystać okazję zaistnienia na deskach zwłaszcza tak legendarnych festiwali jak Jarocin. Nie udało nam się dostać na główną scenę, ale będzie nas można nas usłyszeć i zobaczyć na małej scenie już w lipcu, z czego się również cieszymy. Mamy nadzieję powalczyć też w finale Emergenza Festiwal już 24 czerwca i zagrać nasz pierwszy zagraniczny koncert w Berlinie.

Niezależny, pozbawiony profesjonalnego wsparcia zespół, nie ma takich możliwości jak grupa wspierana przez wydawcę, nie znaczy to jednak, że jesteście bez szans, tym bardziej, że zyskujecie też kolejnych zwolenników, jak np. Marek Wiernik, co przekłada się na coraz większą popularyzację zespołu?

W morzu muzyki i zespołów jakie zalewają  teraz internet, ciężko jest się wybić i trafić do odpowiednich odbiorców. Jest to ciężka, pracochłonna i żmudna droga i na pewno nie da się nią iść na skróty, chyba, że ma się schowane na strychu worki z pieniędzmi przeznaczonymi na promocję (śmiech). Cieszymy się, że mogliśmy trafić do niektórych mediów zdobywając m. in. uwagę Marka Wiernika i mamy nadzieję na coraz szerszy odbiór. Zdajemy sobie sprawę, że przed nami jeszcze dużo ciężkiej pracy, wysiłku i pstryczków w nos, ale jesteśmy w stanie podjąć wyzwanie.

Najbliższe miesiące będą więc dla was decydujące? Nastawiacie się przy tym na jakiś spektakularny sukces, czy też nadal będziecie kontynuować strategię małych kroków, z każdą kolejną płytą wchodząc na wyższy poziom: rozpoznawalności i poziomu artystycznego?

Mamy nadzieję się na to, że płyta „Siadaj, nie gadaj” trafi w gusta ludzi o podobnej wrażliwości estetycznej do naszej. Włożyliśmy w nią dużo pracy, serca i emocji. Staraliśmy się ją jak najlepiej dopieścić brzmieniowo rękami Pawła Janosa z JNS studio. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej współpracy. Tkwi w nas spora determinacja wiara w to, co robimy, więc mamy zamiar dalej brnąć do przodu dzieląc się naszą muzyką na koncertach i festiwalach i na pewno czy to w studio, czy na koncertach nie będziemy obniżali poprzeczki. Do zobaczenia pod sceną. (śmiech)

Wojciech Chamryk

127_paenzer_158x600px_euv_b.gif 128_bullet-raid_baners_b.gif 124_banerMOSHERZ.jpg 122_beastinblack_158x600px_eu.gif 126_threshold-158x600px-eu.gif 123_bg_158x600px_eu.gif 121_destruction_158x600px_eu.gif 125_dio_156x600.gif

Goście

808194
DzisiajDzisiaj1124
WczorajWczoraj1549
Ten tydzieńTen tydzień10672
Ten miesiącTen miesiąc33022
WszystkieWszystkie808194
54.224.102.26

fates warning plakatn m

cradle of filthf m

magnum2018 new m

korpiklaani plakath m

40-lecie toto w tauron arenie krakwt m

black label society plakatf m

roger waters plakatu m

camel ebiuletynf m

deeppurple posterb1e m