Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 70sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

xmerry christless plakat m

madfestvol2posterfinalnet m

batushka plakatz m

xhaken plakat m

ivar einar2 m

roadhog plakatk m

slash 2019 poster m

satan plakatk m

 

uriah heep plakatk m

laibach plakatk m

the australian pink floyd show 2019 posterb1 m

turboplakat m

hell over hammaburg flyer august m

riversideplakat m 

kamelotplakat m

overkill plakatk m

korpiklaani plakatk m

voodoo plakat koncertu m

udo plakat m 

 

„Rosja i Ukraina szukają teraz różnic, zamiast pamiętać o tym, co mają ze sobą wspólnego” (Eugen Lyubawskyy, Pripjat)

W zeszłym roku, minęła 32 rocznica katastrofy reaktora elektrowni w  Czarnobylu. Katastrofy, której skutki wielu odczuwa do dziś, katastrofy, która zebrała potworne śmiertelne żniwo. Aby pamięć o tych przerażających zdarzeniach nie wygasła, powstał zespół Pripjat. Właśnie wydał drugi album. O katastrofie, muzyce i relacjach międzyludzkich, rozmawiam z Eugenem Lyubawskyym, gitarzystą zespołu.  

   

HMP: Witam. Jesteście drugim zespołem, który w ostatnim czasie porusza temat mi dobrze znany (pamiętam ohydny smak tzw. płynu Lugola, podawanego w polskich szkołach, jako odtrutkę)... A mianowicie Czarnobyl. Złowieszcza i przerażająca, nawet po latach nazwa... I niepozorna przy nim, niewinnie brzmiąca miejscowość: Prypeć. Miejscowość, która chyba najwięcej ucierpiała, z powodu promieniowania, po awarii czarnobylskiego reaktora. Dziś martwe miasto, chętnie odwiedzane przez explorerów i poszukiwaczy przygód. Pomimo utrzymującego się jeszcze gdzieniegdzie, wysokiego skażenia. Co waz skłoniło, do podjęcia takiej tematyki, do tego stopnia, żeby nazwać zespół Pripjat... a tytułami płyt i utworów, tekstami, nawiązywać do dramatu sprzed ponad trzydziestu lat?  Nawet okładki albumów są w odpowiednim klimacie. Mi osobiście kojarzą się trochę z planszami ostrzegawczymi, na ścianach podziemnych schronów przeciwatomowych.

Eugenem Lyubawskyym: (Śmiech) Przynajmniej otrzymałeś jakiś lek. Większość ludzi, pracujących przy likwidacji szkód, dostała butelkę wódki i pośmiertny medal. "Dzięki za śmierć dla nas". Wybraliśmy nazwę Pripjat, ponieważ wokalista Kirill i ja jesteśmy z Kijowa na Ukrainie. Oczywiście symbolika nuklearna funkcjonuje od jakiegoś czasu, w gatunku thrash metal. Ale dla nas to nie była tylko fajnie brzmiąca nazwa. Na nasze życie, bardzo duży wpływ ma Czernobyl. Ja na przykład urodziłem się w Petersburgu, zamiast w Kijowie, ponieważ moja matka była wtedy w zaawansowanej ciąży, kiedy reaktor eksplodował. Po kilku dniach dostała cynk, żeby wypierdalać z miasta (Kijów jest  około 100 km od Pripjat). Pojechała więc do krewnych, których mieliśmy w Petersburgu i tam się urodziłem. Cała sprawa wpłynęła na mnie już w łonie matki. Odkąd  się urodziłem, byłem bardzo zafascynowany tematem Czernobyla. Czytałem wiele książek, oglądałem filmy dokumentalne, rozmawiałem z ludźmi na Ukrainie o tym, jak doświadczyli tego wszystkiego. Pojechałem do Strefy i do Muzeum Tschernobyl w Kijowie. Pomyślałem - jeśli chcę pisać piosenki na ten temat, nie chcę, żeby to była jakaś tandetna bzdura z Hollywood. Chciałbym uhonorować Likwidatorów i przypomnieć, że  źli ludzie nadal nie ponieśli konsekwencji.

Wspomniałem, że jesteście kolejnym zespołem, który przypomniał mi o koszmarze z dzieciństwa. Czy słyszeliście szwedzki Antichrist? Nagrali porażający i ponury, instrumentalny utwór pt. "Chernobyl 1986". W tle słychać komunikaty w języku rosyjskim i liczniki Geigera. Przyznam, że miałem ciarki na plecach, a przed oczami czarnobiałe obrazy, po katastrofie. Pomimo, że to młodzi ludzie i katastrofę w Czernobylu, znają  tylko z książek, telewizji i opowieści na lekcjach historii, świetnie oddali grozę czasu i miejsca. Wy chyba też jesteście kolejnym pokoleniem ("Sons of Chernobyl"), które urodziło się  długo, po tych wydarzeniach?

Cóż - jak już mówiłem: urodziłem się zaledwie miesiąc po eksplozji. Kirill jest młodszy ode mnie o kilka lat. Ale on także ma dużo do czynienia z tym tematem. Część jego rodziny miała problemy zdrowotne, związane z tą katastrofą. Myślę, że to wszystko jest nadal bardzo obecne w głowach Ukraińców, Białorusinów i tak dalej. Ludzie wciąż są deportowani ze Strefy, dzieci nadal chorują na białaczkę, niebezpieczny materiał reaktora wciąż tam jest - po prostu przykryty sarkofagiem. Gorąco polecam przeczytać "Czarnobylską modlitwę: kronika przyszłości" Swietłany Aleksijewicz. Kilka lat temu otrzymała nagrodę Nobla, w dziedzinie literatury. Jest to jedna z najsmutniejszych książek, jakie kiedykolwiek czytałem. Musiałem robić sobie przerwę po każdej drugiej stronie. Jeśli chcesz wiedzieć, jak pewne wydarzenia naprawdę się potoczyły - nie pytaj o to polityka czy nikogo takiego. Zapytaj prostych ludzi. Jak to wpłynęło na nich. Czytanie, jak młoda pielęgniarka spędza ostatnie 14 dni  z mężem (przez taki czas znikły jego mięśnie z powodu choroby popromiennej), który był jednym z pierwszych strażaków na miejscu wypadku, to coś, czego nigdy się nie zapomni. Rozdziera twoje serce.

W 2014 roku ukazał się wasz debiut "Sons of Chernobyl". Na kolejną płytę fani musieli czekać aż cztery lata. Dlaczego tak długo? Czy to nie jest dla młodego zespołu niebezpieczne? Nie baliście się, że ludzie zapomną o Pripjat?

Cóż - najwyraźniej nie. Nigdy nie planowaliśmy czekać aż cztery lata. To stało się przypadkiem. Byliśmy zajęci graniem koncertów. "Chain Reaction" był gotowy, w trzy lata po pierwszym albumie. Przez prawie rok rozmawialiśmy z wytwórniami, szukając właściwej i ustalając różne szczegóły. Robimy prawie wszystko na własną rękę - zarządzanie, rezerwacje, znalezienie filmowca, znalezienie odpowiedniego artysty na okładkę, wiesz, to kupa roboty. A dziś wiele wydawnictw wychodzi w takich okresach. Nie wydaje mi się, żeby każdy zespół, musiał wydawać płytę np. co dwa lata. Dobry album raz na cztery lata, będzie  naprawdę dobry. Ale oczywiście nie będziemy czekać tak długo, jeśli skomponujemy coś szybciej. Musimy pilnować dobrej jakości, nie wypuszczamy byle czego, aby tylko ludzie mieli o czym rozmawiać.

Muzyka na waszej drugiej płycie, jest stylistyczną kontynuacją pierwszego albumu. Czyli thrash metal. Sporo zespołów na kolejnych albumach, zmienia brzmienie na lżejsze. Chcą dotrzeć do większej publiczności i być w radiu. Nie zastanawialiście się nad takim posunięciem?

Nie, jesteśmy Pripjat i gramy thrash metal! Gdybym chciał zarobić na muzyce, szukałbym cover bandu na wesela, lub karnawałowej kapeli (w Kolonii karnawał jest bardzo popularny). Tak jak mówiłem - za około 20 lat, będziemy musieli dostosować nasze brzmienie do naszego występu. Nie chcę komponować czegoś, czego nie mogę odegrać na scenie. Ale oczywiście nie chcemy się nudzić. Jesteśmy bardzo zainteresowani nowymi wpływami i będziemy kontynuować nasz rozwój z płyty, na płytę. Jeśli czujesz się komfortowo, stajesz się leniwy. A lenistwo w kreatywności, to koniec każdego zespołu. Bądźcie sobą, moi przyjaciele. I pozostańcie ludźmi. W takich szalonych czasach nie można o to często prosić.

Czy nie obawiacie się, że w pewnym momencie, temat Czernobyla, w końcu znudzi się Wam i słuchaczom?

Oczywiście - w związku z tym była tylko jedna piosenka na ten temat na "Chain Reaction". Dużo więcej było tego, na  naszym debiucie. Jest więc absolutnie możliwe, że na trzeciej płycie nie będzie żadnego takiego utworu. A może będzie - po prostu muszę znaleźć coś istotnego, o czym chcę powiedzieć. Pripjat od początku jest zespołem, w którym priorytetem jest krytyka całego społeczeństwa. Nie ograniczamy się tylko do Czernobyla. Cóż, na początku chcieliśmy oddać te emocje od początku do końca, zwłaszcza na naszym debiucie "Sons Of Tschernobyl". Dlatego szukaliśmy długo artysty, który wykonał okładkę, książeczkę - wszystko ściśle zintegrowane w całość. Na naszej nowej płycie, "Chain Reaction"  nie trzymaliśmy się już ściśle tematu Chernobyla, ponieważ po prostu zajmujemy się tutaj wieloma różnymi rzeczami. Jedyną piosenką na ten temat, jest "Returnless", która opowiada o ludziach, ewakuowanych z Prypeci i okolic siłą. On  nigdy już tam nie wrócili.

Jesteście zespołem, mieszkającym w Niemczech, ale wasz skład jest międzynarodowy. Yannik jest Niemcem, Pablo pochodzi z Chile, Ty i  Kirill z Ukrainy. Jak z perspektywy Niemiec, postrzegacie, to co dzieje się we współczesnym Świecie, w Europie? Czy Świat nie dąży do kolejnej wojny? I pytanie do Ciebie i Kirilla. Jak Ukraińcy postrzegają dziś Polaków? Jak Wam zapewne wiadomo, wielu obywateli Ukrainy, mieszka i pracuje obecnie w Polsce. To nie podoba się wielu prawicowym środowiskom, które przypominają o zbrodniach, popełnianych przez UPA, na ludności cywilnej. Co można zrobić dla poprawy wzajemnych relacji?

To, co dzieje się teraz na Świecie, to właśnie pieprzony, okropny człowiek. Wygląda na to, że ludzkość jest zbyt głupia, by pamiętać, jak to było mniej niż 100 lat temu. Wszystkie te faszystowskie ugrupowania, które rosną w siłę teraz na całym Świecie - większość z nich nie widziała wojny, ani nie walczyła na wojnie, od dwóch pokoleń. Więc myślą, że to jest fajne. Że granice i mury są lepsze, niż dialog. Mamy najdłuższy okres bez wojen, w historii Europy. I co robimy?  Kurwa rozdzielamy, izolujemy, głosujemy na brunatnych klaunów. Mogę tylko zacytować Lemmy'ego: "Wszyscy jesteście tacy sami. Wszyscy jesteście winni. Wy, psy!". W związku z twoim pytaniem, o relacje między Polską a Ukrainą. Trudno mi to osądzić, ponieważ mieszkam w Niemczech od 22 lat. Ale wiem, że wielu Ukraińców wyjeżdża do Polski, aby dostać pracę. Od czasu wojny z Rosją, na Ukrainie o Krym, sytuacja bardzo się pogorszyła. Ludzie są jeszcze bardziej biedni i zdesperowani. Wiem, że prawica jest również bardzo silna w Polsce. Jest kilka bardzo złych rzeczy. Niestety ludzie tacy, jak Kaczyński, są teraz bardzo popularni na całym świecie. Biały, katolicki konserwatysta - jak można zaufać takiej kombinacji? Wszyscy powinniśmy pamiętać, że mamy tylko jedno życie. Nie chcę marnować mojego na nienawidzenie ludzi, których nawet nie znam.

Jakie macie plany promocyjne związane z "Chain Reaction"? Czy jest szansa zobaczyć Was gdzieś poza granicami Niemiec, na koncertach?

Tak, pracujemy nad tym. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, przyjedziemy na Ukrainę w lutym 2019 roku. Może zrobimy po drodze, koncerty w Polsce. Naprawdę nie jest tak łatwo zrobić rezerwację w stylu DIY. Ryzyko finansowe jest po prostu zbyt wysokie. Ale do diabła: Mamy dobrych przyjaciół na Ukrainie i pomagają nam zrobić coś konkretnego. Zobaczymy. Jesteśmy bardziej niż gotowi, na odkrywanie Świata dzięki naszej muzyce.

Utwór "Kiev Burns", to wasz głos sprzeciwu i niezgody, na bezsensowną przemoc. Możecie opowiedzieć o nim coś więcej?

Pamiętam, jak siedziałem przed komputerem i oglądałem transmisje z protestów na Majdanie. Byłem bardzo przerażony i zaniepokojony, ponieważ większość mojej rodziny, nadal mieszka w Kijowie i nie miałem pojęcia, jak poważna jest ta sytuacja i gdzie to wszystko się skończy. W "Kiev Burns" nie bierzemy żadnej strony. Moim zdaniem wszyscy próbowali wykorzystać sytuację - Stany Zjednoczone, Europa, sama Ukraina i oczywiście Rosja. "Kolejna gra dla potężnych. Kolejny cel dla globalnej polityki". Wiem, że jest wielu, którzy nie są zadowoleni z tej piosenki. Twierdzą, że po konflikcie Ukraina, stała się bardziej niezależna i wolna. Nie mogę się z tym zgodzić. Widziałem rzeczywistość. Normalni ludzie stali się jeszcze bardziej biedni, perspektywy dla młodzieży są okropne. Nacjonalizm wzmocnił się po obu stronach, ponieważ Rosja i Ukraina szukają teraz różnic, zamiast pamiętać o tym, co mają ze sobą wspólnego. A mają i to dużo, człowieku. Bardzo mnie to boli, gdy widzę braci, walczących z braćmi. Ale nawet tego nie można powiedzieć, ponieważ obie strony krzyczą: "Te psy nie są moimi braćmi, tylko wrogami, aż do śmierci". Ta cała sprawa, to jeden pieprzony wstyd. Urodziłem się w Petersburgu, wychowałem się w Kijowie, dorastałem w Kolonii, byłem zaręczony z dziewczyną z Moskwy. Nigdy nie zrozumiem rasizmu.

Pewnym zaskoczeniem na płycie, pośród agresywnych, thrash metalowych dźwięków, jest miniaturka muzyczna pt. "28.04". Co oznacza ten tytuł? Czy nie chodziło raczej o 26 kwietnia?

28 kwietnia 1986r. to dzień po ewakuacji Prypeci. Przez chwilę miałem w głowie tę przerażającą melodię i czuliśmy, że potrzebujemy małej, spokojnej wyspy na płycie. Słuchacz jest zmęczony, jeśli grasz tylko 666 BPM przez całą płytę. Tak więc akustyczne interludium wydawało się na miejscu i chyba całkiem dobrze. W tej melodii słyszę opuszczone życie. Cóż - przynajmniej ja (śmiech)

Słyszę w waszej muzyce inspiracje takimi zespołami, jak Slayer, Overkill, Destruction, czy Tankard... Czy mam rację? Mnie osobiście to bardzo pasuje, bo lubię te bandy. Jakiej muzyki słuchacie więc na co dzień? Co wywarło na was ostatnio wrażenie?

Do tej pory byliśmy porównani do niemal wszystkich istniejących zespołów thrashowych. Każdy słyszy własne wpływy, co jest dla mnie całkowicie w porządku. I oczywiście są te wpływy. Myślę, że trzy największe z nich to Slayer, Megadeth i Kreator. Nie bardzo podobają mi się zespoły takie jak Tankard, znam wiele piosenek Gerre & Co do picia piwa. To nie jest nasza filiżanka herbaty. Nie traktujemy siebie za bardzo poważnie, ale robimy to z naszą muzyką. Tak więc nigdy nie będzie piosenek imprezowych pochodzących od Pripjat. W zasadzie wszyscy słuchamy wielu różnych utworów - thrash metal jest tylko niewielką tego częścią. Ja osobiście - zacząłem ostatnio słuchać całego technicznego thrashu – Voivod,  Vector, Coroner. To teraz ma na mnie wpływ. Ale wciąż jestem bardzo zakochany w ostatniej płycie Pain Of Salvation. Codziennie słucham od 4 do 8 godzin muzyki, więc trudno jest coś konkretnego wskazać.

Mam wrażenie, że nadeszła kolejna już fala thrash metalu. W tej chwili jest ogromna ilość nowych, świetnie grających zespołów, które poważnie depczą po piętach, starym legendom. Czy czujecie się częścią tej fali?

Tak, oczywiście. Jesteśmy przyjaciółmi z takimi zespołami jak Dust Bolt, Space Chaser, Bloodspot. Są też goście z Traitor i Rezet. A to tylko Niemcy. Crisix, Bio Cancer, Lost Society... lista jest długa. Myślę, że thrash to bardzo szczera i czysta forma metalu. Jest pełen energii, nie potrzebujesz produkcji scenicznej, takiej jak Behemoth czy Ghost - po prostu wyjdź i zagraj. A jeśli masz to, że płynie z serca - to publiczność zawsze doceni. Ale thrash jest również bardzo zmienny. Nie będę w stanie grać tak, jak to obecnie robimy za 25 lat, bo po prostu umrę (śmiech).  Więc zespoły takie jak Slayer, Kreator - albo zmieniły brzmienie, albo przestały grać. Mogę to zrozumieć. Ale właśnie dlatego młode zespoły są atrakcyjne dla publiczności - jesteśmy głodni muzyki i pełni energii. Jeśli przyjdziesz na jeden z naszych gigów, zrozumiesz, co mam na myśli.

Jak wygląda dziś niemiecka scena metalowa? Czy zespoły wspierają się nawzajem, czy raczej rywalizują ze sobą?

Sądząc po moim doświadczeniu - tak. Zaprzyjaźniliśmy się z tak wieloma zespołami na trasie. Organizujemy razem koncerty, dzielimy się nawzajem filmami, wspominamy o sobie w wywiadach i tak dalej. A szczególnie w Kolonii, scena jest po prostu niesamowita. Mamy to wszystko - oldschoolowe imprezy metalowe, jeden z największych współczesnych metalowych festiwali w Europie (Euroblast), wielkie sztuki glam metalowe... Kolonia jest bardzo otwarta. Tak jak powiedziałem wcześniej – jesteśmy tu poza granicami i murami, zwłaszcza mentalnymi. Dlatego czuję się tutaj bardzo dobrze. Możesz iść na zespół, taki, jak Galactic Superlords, który brzmi jak Thin Lizzy, następnie możesz zobaczyć zespół progresywny, taki jak Second Horizont, nowoczesny metalcore, jak Mazury czy eksperymentalny death metal, jak Ayahuasca. Oczywiście jest tego o wiele więcej. I wszyscy odwiedzamy nawzajem swoje koncerty i świetnie się razem bawimy. Z mojego punktu widzenia scena jest bardzo dobra i ważna.

Czy w Niemczech, można dziś być muzykiem, zarabiać na sprzedaży płyt i nie pracować dodatkowo?                                    Jako muzyk - tak. Jako muzyk metalowy - nie wiem. Mam na myśli Powerwolf, Rammstein, Heaven Shall. Oni mogą żyć z muzyki. Ale mniejsze zespoły? Z pewnością nigdy nie zarobiliśmy ani grosza na Pripjat. Wszystko, co zarobiliśmy, zainwestowaliśmy ponownie. Każdy z nas ma regularną pracę. I tu się burzy obraz gwiazd rocka, prawda? Musimy wkładać sporo wysiłku, aby robić, to, co robimy. Ale ponieważ to kochamy, nie stanowi to problemu.

Dziękuję za wywiad. Do zobaczenia na koncertach!

Bardzo dziękuję. Z przyjemnością odpowiadałem na wiele interesujących pytań.

Jakub Czarnecki 

119_hugsja_hmp002.png 122_gotthard_158x600px_eu.gif 123_nightwish_158x600px_eu.gif 121_meshuggah_158x600px_eu.gif 117_fever_singiel_obey_hmp.gif 124_metalchurch_158x600px_eu.gif 116_accept_158x600px_eu.gif

Goście

1644233
DzisiajDzisiaj2523
WczorajWczoraj2592
Ten tydzieńTen tydzień5115
Ten miesiącTen miesiąc44903
WszystkieWszystkie1644233
35.172.201.102

heliconmetalfestivalii m

battle beast plakatk m

kit 2019k m

the iron maidens plakatk m

godsmack 2019 poster m

mystic festivalk m