Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 72sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

lion shepherd plakat m 

wehrmacht plakat m

destroyers plakat m

organek baner m

queensryche plakat m

wacken2019

black silesia open air festival iv m

prog in park iii m

ram plakatx m

psychotic waltz plakatx m

protector plakat m

mortis plakat m

sacred reichs m

sacred reich plakatc m

„Demony, marzenia i nadzieje” (Lorien)

– Cały czas rozwijamy się jako muzycy, nie chcemy powielać rozwiązań z poprzednich albumów, zależy nam, żeby nasza muzyka ewoluowała – mówi Piotr Kazała. Efekt tego procesu to powrotny album Lorien „Sny moje”, łączący rock gotycki z jego innymi odmianami oraz muzyką folkową, dzięki wykorzystaniu liry korbowej. Dzięki tym zabiegom muzyka warszawskiej grupy stała się jeszcze bogatsza i ciekawsza:

                          
HMP: Wróciliście do grania po kilkunastu latach przerwy, ale nie spieszyliście się z kolejną płytą – miało to związek z faktem, że znacząco urozmaiciliście swój muzyczny styl, dzięki czemu Lorien na trzecim albumie to już nie tylko gotycka grupa?

Piotr Kazała: Po części tak. Bo muzycy tworzący aktualny skład zespołu wywodzą się z różnych stylów muzycznych, wystarczy posłuchać innych projektów w których się udzielają. Potrzeba więc było czasu, by wypracować wspólny styl i brzmienie, będące wypadkową zainteresowań poszczególnych członków zespołu.

W sumie od tego typowego gotyku odchodziliście stopniowo, ale decydujące wydaje się tu zwerbowanie do składu grającego na lirze korbowej i skrzypcach Krzysztofa Szmytke, bo to dzięki niemu uwypukliliście te akcenty folkowe?

Piotr Kazała: Po reaktywacji zespołu przez jakiś czas graliśmy w klasycznym składzie: bas, gitara, bębny i wokal. Jednak w pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że warto byłoby poszerzyć instrumentarium. Nie chcieliśmy, żeby to było standardowe rozwiązanie, czyli instrumenty klawiszowe.

Jak doszło do tego, że zaczęliście współpracować? Musiało wam na tym bardzo zależeć, skoro wspominacie na zespołowym profilu, że z niektórych utworów usunęliście część partii gitarowych, żeby tylko zrobić miejsce na partie Krzysztofa?

Piotr Kazała: Krzysztof pojawił się w zespole za sprawą Darka Goca, z którym współpracował w innych projektach. Początkowo miał grać w Lorien głównie na skrzypcach, ale w momencie kiedy usłyszeliśmy jego grę na hurdy gurdy, stwierdziliśmy że to jednak jest ten instrument, który bardziej pasuje do naszego brzmienia. A że usunęliśmy część partii gitarowych i wokalnych… Gdybyśmy zostawili wszystko, byłoby za dużo grzybów w barszczu.

Lira korbowa robi teraz prawdziwą furorę generalnie w muzyce rockowej, nie tylko w folk metalu, ale zaczynam mieć obawy, czy nie skończy się to swoistym przedobrzeniem, skoro już teraz tacy mistrzowie tego instrumentu jak Andrzej Staśkiewicz czy Jacek Hałas podkreślają, że ta moda ma też i ujemne strony?

Inga Habiba: Wiele instrumentów dawnych ma teraz swój renesans. Choćby ormiański duduk. Dlaczego? Może jesteśmy zmęczeni cyfryzacją dźwięku, samplami i symulakrami. Może nadszedł czas sięgnięcia do korzeni. Lira korbowa to bardzo ciekawy i trudny instrument. Do tego niezmiernie fotogeniczny. Nie sądzę, że szybko się znudzi, bo jego możliwości są niezwykle rozległe. Moda zawsze przemija, ale zestawienie dwóch skrajnych epokowo instrumentów to rozwiązanie na lata. Oczywiście wszystko trzeba miarkować. Dlatego u nas lira ma swoje szczególne partie solowe w utworach. Na nagraniach studyjnych jest jej dużo mniej niż w wersjach koncertowych, gdyż – jak się okazało – wkracza na pasma gitarowe i je zakrywa. To dopiero dobrze słychać w studiu.

„Sny moje” to nie tylko folk w gotycko-alternatywnym wydaniu, ale też liczne wpływy muzyki świata, co akurat dla ciebie jest chyba dość oczywiste?

Inga Habiba: Mój świat zawsze był multikulturowy, a więc pełno w nim było muzyki z różnych stron świata. Moje korzenie to Kaukaz, ale zostałam wychowana przez Afgańczyka. Wiele podróżowałam. On nauczył mnie słuchać muzyki perskiej i indyjskiej. Skala orientalna zawsze mnie fascynowała i bardzo naturalnie przenikała do mojej twórczości – także w Lorien. Mam wielu przyjaciół z różnych egzotycznych krajów, którzy chętnie zapoznawali mnie z tradycyjnym folkiem swoich krajów. Jako kulturoznawca bardzo wnikliwie analizuję sztukę. Ostatnio bardzo mnie fascynuje muzyka rytualna.

Te wszystkie inspiracje sprawiły, że nagraliście najciekawszą i najbardziej urozmaiconą płytę Lorien, po którą pewnie chętnie sięgną nie tylko wasi dawni fani, ale generalnie zwolennicy szeroko rozumianego rocka progresywnego –  na przełomie lat 90. i dwutysięcznych raczej nie bylibyście w stanie porwać się na takie przedsięwzięcie?

Piotr Kazała: To chyba jest kwestia dojrzałości. Cały czas rozwijamy się jako muzycy, nie chcemy powielać rozwiązań z poprzednich albumów, zależy nam, żeby nasza muzyka ewoluowała. Co do wspomnianego przełomu lat zaś, to mimo wszystko uważamy, że nagrana wtedy płyta „Czarny kwiat lotosu” jak na owe czasy była dość nowatorska i wykraczała poza schematy rocka gotyckiego. To nie tylko najnowsze utwory, bo wróciliśmy do starszego numeru tytułowego, również „I Don't” to nowa wersja „Czterech ścian świata”, tym razem już z autorskim tekstem.

Kim jest George Glashier, którego głos słychać w tym utworze?

Inga Habiba: George to pół Szkot, pół Anglik mieszkający obecnie w Portugalii. Jest gitarzystą, doskonałym wykładowcą języka angielskiego w British Council, a prywatnie… moim szwagrem. Bardzo lubi muzykę Lorien i na propozycję redakcji tekstu bardzo się ucieszył. Ponieważ ma przepiękny tembr głosu, wykorzystaliśmy jego recytację w drugiej części utworu „I Don’t”. Zupełnie tego nie planowaliśmy. To świeży pomysł produkcyjny. Osobiście uważam to za bardzo udany eksperyment. George gościł już wcześniej w jednym z moich utworów z HabibaProject tylko w roli gitarzysty. Zdolnego mam szwagra. (śmiech)

Wszystko wiąże się tu w całość: oprawa graficzna, warstwa słowna i muzyczna, chociaż nie jest to album koncepcyjny w pełnym tego słowa znaczeniu?

Inga Habiba: Jak to bywa najczęściej, na początku były słowa i muzyka, a potem szukaliśmy oprawy graficznej. Jak sam tytuł mówi, utwory są jakoby naszymi snami – często dusznymi i mrocznymi. To nasze obawy, lęki, demony ale też marzenia i nadzieje. Więc szukaliśmy pomysłu wokół słowa „sen”. Oglądaliśmy różne prace zaprzyjaźnionych plastyków. Ale jakoś nic do nas nie przemówiło. I nagle zupełnie przypadkiem natknęłam się na obraz „Klucz do Oświecenia” Arkadiusza Szymczaka. Od razu wiedziałam, że to będzie obraz przewodni. Zagłębiając się w sztukę Ariusa wybrałam jeszcze dwa inne obrazy, które wraz z pierwszym stworzyły swoisty tryptyk  idealnie korespondujący z muzyką i warstwą tekstową. Niepokój, chmurna kolorystyka w „Bezrobotnej śmierci” bardzo nam przypasowały i miło się skojarzyły z cenionym przez nas malarstwem Beksińskiego. Bardzo jesteśmy wdzięczni losowi, że udało nam się wszystko spiąć w całość dzięki graficznym zdolnościom Grzegorza Bąka.

Teksty nie są zbyt optymistyczne, zwłaszcza „Porzucone”. Wydaje się też, że ten apel „zakopmy topory i karabiny” z finałowego utworu „Stop wojnie” również może być takim głosem wołającego na puszczy, bo jednak świat jest już za bardzo podzielony?

Inga Habiba: Teksty są mroczne, ale niosą w sobie nadzieję. Podsuwają pewne rozwiązania, wskazówki. Chciałabym być takim Faith-Helarem. Uzdrawiać poprzez moc słowa, które trafia do serc, zapuszcza korzenie i rodzi owoce w postaci dobrych uczynków. Może świat jest już na krawędzi, ale to nie znaczy, że nie warto wołać, żebyśmy jeszcze sobie zaufali. Żebyśmy jeszcze pokochali się, zaakceptowali swoje wady i zalety i zbudowali wspólnie coś razem. Wojny mnie zawsze przerażały, a najbardziej ich skutki. Kiedy czytam artykuły o ofiarach dzieciach, kobietach, starcach, nie mogę spać nawet kilka dni. Chętnie biorę udział w charytatywnych koncertach na rzecz ofiar wojny, ale to mi nie wystarcza. Muszę te emocje wykrzyczeć na papier. I tak się stał protest song, do którego niedawno ukazał się mocny, wymowny klip. Jest kopalnią dla interpretatorów, ale mam nadzieję, że poruszy także sumienie. Musimy nauczyć się wybaczać, naprawiać i żyć wspólnie, bez względu na wiarę i kolor skóry czy orientację.

Stawiacie na proste środki, nie przesadzacie z jakimiś wydumanymi aranżacjami – w prostocie siła, nie ma co za bardzo kombinować?

Inga Habiba: Lubimy selektywność. Lubimy skupiać się na brzmieniu. To piękne móc wyeksponować nawet jeden motyw (jak np. syntezator basowy w „Nieważne”), ale tak, aby potem cały dzień błąkał się po pamięci słuchacza. Posłuchaj na słuchawkach „I Don’t”. Naprawdę czeka cię wiele niespodzianek, smaczków, których nie usłyszałbyś przy natłoku aranżacyjnym.

Nie ma też później problemu na koncertach, jak odtworzyć bogatą warstwę dźwiękową płyty w wydaniu live, kiedy nie ma się dodatkowych muzyków, a ich partie odtwarzane z samplera jakoś nie pasują do rockowego zespołu?

Inga Habiba: Był taki moment w biografii Lorien, kiedy graliśmy z samplami. To były koncerty, kiedy graliśmy „Czarny kwiat lotosu”. To wtedy była nowość. Obecnie nasz perkusista Rafał Głogowski nie przepada za graniem do samplera na żywo. Szanujemy to. Jednak nie wiadomo, jak to będzie w przyszłości.

Czasy największych komercyjnych sukcesów takie granie ma już chyba za sobą, ale „Ciało na pół” to zdecydowanie materiał na przebój, więc nakręciliście do niego teledysk i nawet wydaliście go na singlu, tak więc może uda wam się jednak zaistnieć nieco szerzej?

Inga Habiba: Są dwa kawałki na tej płycie, które wielu słuchaczy nazwało komercyjnymi. I to je najchętniej grają radia. Choć, co nas cieszy,  bardziej ambitni redaktorzy chętnie sięgają po „I Don’t”. Czy te utwory przyniosą nam szersze grono odbiorców? Już dzisiaj musimy odpowiedzieć, że tak się stało. Po publikacji „Ciała na pół” naszą twórczością zainteresowali się ludzie, słuchający lekkiego rocka czy innej, lżejszej muzyki. To nas cieszy, bo przy tej okazji poznają bliżej naszą muzykę i może ich wciągnie do świata Lorien. Jednakowoż jesteśmy świadomi, że bez dużego wydawcy i promotora raczej nierealnym jest sukces miary światowej.

Będziecie też pewnie w miarę możliwości promować „Sny moje” na koncertach, bo nie ma lepszej możliwości prezentowania nowej muzyki potencjalnym słuchaczom?

Inga Habiba: Od lutego mamy zamiar koncertować między innymi z materiałem z tej płyty. Większość tych utworów pojawiła się już na set liście koncertów, które graliśmy w zeszłym roku. Zdajemy sobie sprawę, że wydanie płyty obliguje nas do trasy koncertowej w Polsce. Na pewno zagramy tyle koncertów, na ile pozwoli nasze życie zawodowe. O wszystkich terminach będziemy informować na fanpage’u oraz stronie internetowej www.lorienband.pl
Wojciech Chamryk

120_baner.gif 131_sabaton_158x600px_eu.gif 132_deathangel_158x600px_eu.gif

Goście

2230926
DzisiajDzisiaj532
WczorajWczoraj3495
Ten tydzieńTen tydzień532
Ten miesiącTen miesiąc74035
WszystkieWszystkie2230926
3.84.139.101