Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Nowy numer

hmp 72sm

Szukaj na stronie

HMP Poleca

lion shepherd plakat m 

wehrmacht plakat m

destroyers plakat m

organek baner m

queensryche plakat m

wacken2019

black silesia open air festival iv m

prog in park iii m

ram plakatx m

psychotic waltz plakatx m

protector plakat m

mortis plakat m

sacred reichs m

sacred reich plakatc m

KEN HENSLEY - Mieć hard rocka we krwi

Ken Hensley jest muzykiem legendą, znanym przede wszystkim z klasycznego składu Uriah Heep oraz działalności solowej. Pomimo tego, że już od ponad 30 lat nie gra z Heep, jest wciąż utożsamiany z tym zespołem. Na swej najnowszej, solowej płycie “Faster” udowadnia, że stary, dobry hard rock w jego wykonaniu wciąż może być porywający. Szkoda tylko, że mniej więcej tylko połowa utworów z “Faster” trzyma poziom i udanie nawiązuje do lat siedemdziesiątych. Pozostałe nie są już tak udane, bliżej im do muzyki pop niż szlachetnego hard rocka… Temat najnowszego wydawnictwa oczywiście zdominował naszą rozmowę.

HMP: Czy norweski zespół Live Fire jest obecnie twoim stałym zespołem koncertowym? Jak się poznaliście i co sprawiło, że postanowiłeś z nimi współpracować?

Ken Hensley: Tak. Zagraliśmy razem na festiwalu w Norwegii jakieś pięć lat temu. Dobrze nam poszło, wystąpiliśmy wspólnie jeszcze kilka razy i teraz są moim stałym zespołem towarzyszącym i koncertowym. Obecnie gramy, ćwiczymy próbując nasz nowy show koncertowy, który będzie zawierać pięć utworów z “Faster”.

Nagrali też z tobą najnowszą płytę „Faster”. Sygnujecie ją wspólną nazwą – Ken Hensley & Live Fire. Zastanawia mnie jednak, jak pracowaliście nad tym materiałem – mieliście jakieś próby przed nagraniami, czy wymienialiście się tylko plikami, a na żywo spotkaliście się dopiero w czasie nagrań?

Kiedy napisałem już te utwory, rozesłałem chłopakom demówki, by mogli się nauczyć przynajmniej podstaw każdego z nich. Kiedy weszliśmy do studia w Rydze miałem trzy ostatnie numery – tych nauczyli się już na miejscu. Staram się dawać im tyle swobody, ile tylko można – są bardzo kreatywni, całość materiału aranżowaliśmy już w studiu, jako zespół. To ta sama metoda, którą stosowałem już z Heep, z tym, że wtedy mogliśmy ćwiczyć tylko w sali prób, bo nie było jeszcze plików MP3!

Gdzie dokładnie nagraliście „Faster” i kto był producentem tej płyty?

Ja jestem producentem “Faster”. Miałem bardzo sprecyzowaną ideę, jakiego rodzaju płytę chcę stworzyć.  Chciałem, by był to klasyczny rock, wiedziałem też, że nie chcę nagrywać w Hiszpanii. Dlatego, kiedy polecono mi Sound Division Studios w Rydze, na Łotwie, zdecydowaliśmy się nagrywać tam. Spędziliśmy tam trzy tygodnie – nagrywając utwory i dodając trochę nakładek. Następnie zmiksowałem całość materiału w Sacramento Studios w Alicante, z moim przyjacielem i partnerem - Dani Saiz ma naprawdę bardzo świeże podejście. Po zakończeniu miksów polecieliśmy obaj do Londynu, gdzie John Davis zajął się masteringiem w  Metropolis.

Skomponowałeś całość materiału na ten album – czy koledzy z zespołu też mieli jakieś pomysły i propozycje, które wykorzystaliście?

Wszyscy członkowie zespołu mieli pomysły i sugestie co do aranżacji – były one bardzo istotne. Ja stworzyłem teksty, linie melodyczne i podstawy utworów.

Zapytałem o to, ponieważ płyta jest bardzo zróżnicowana, jakby utwory ją wypełniające nie wyszły tylko spod jednej ręki…

No tak, ale jeśli posłuchasz “Easy Livin’”, a po nim “Rain” przekonasz się, że zawsze pisałem utwory bardzo różne, zróżnicowane stylistycznie. I będziesz jeszcze bardziej zaskoczony po wysłuchaniu mojego kolejnego albumu solowego, którego masteringiem zajmiemy się w czerwcu. Ale ta płyta ukaże się dopiero pod koniec 2012 lub na początku 2013 roku.

Poczekamy więc na nią. Nie wiem, czy są plany wydania wersji winylowej “Faster”, ale jego zawartość muzyczną można bez trudu podzielić na różniące się stylistycznie strony A i B. Było to zaplanowane, czy wyszło przypadkowo?

To należy już do wytwórni płytowej, ale z tego, co wiem były prowadzone rozmowy na ten temat.

Pierwsze utwory są utrzymane w stylu klasycznych kompozycji Uriah Heep. Nie dziwi to, ponieważ jesteś autorem wielu evergreenów tego zespołu. Wygląda na to, że stylistyka klasycznego hard rocka jest ci nadal bliska?

Dokładnie. Odnieśliśmy wiele sukcesów grając w tym stylu z Heep, to styl, w którym wciąż czuję się bardzo dobrze.

„Set Me Free (from Yesterday)” to długa, monumentalna kompozycja, który może się kojarzyć z „Rainbow Demon”, którą napisałeś na LP „Demons And Wizards”. Dlaczego wybrałeś go na początek płyty, a nie na przykład jakiś krótszy, bardziej przebojowy utwór?

Po prostu czułem, że to utwór idealny na początek, także na nasze koncerty. Uwielbiam sposób, w jaki ten utwór się rozwija – od intro i kiedy eksploduje, gdy Tom Arne uderza w bębny! A przebojowość i chwytliwość nigdy nie były dla mnie priorytetem!

Dynamiczne „The Curse” i utwór tytułowy też mogłyby być ozdobą klasycznych albumów Uriah Heep…

Zgadzam się! I jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu.

Dlaczego wybraliście akurat  „Faster” na utwór tytułowy? Jest najbardziej reprezentatywny dla całości?

Nie potrafiłem wskazać utworu tytułowego, w końcu zajęli się tym ludzie z wytwórni i uważam, że dokonali trafnego wyboru – “Faster” rzeczywiście jest dobrą wizytówką tej płyty.

Balladę „I Cry Alone” rozpoczyna melodyjna partia gitary w stylu zmarłego niedawno Gary’ego Moore’a. To przypadek czy wasz hołd dla tego wspaniałego muzyka?

Wyszło to zupełnie przypadkowo, na etapie aranżowania tego utworu. Intro może rzeczywiście sprawiać takie wrażenie, ale myślę, że nie jest to złe, jeśli przypomina na przykład taki fantastyczny kawałek muzyki, jak  “Still Got The Blues”! A śmierć Gary’ego bardzo mnie zamuciła…

Mnie także… Właśnie, grasz nie tylko na klawiszach, ale także na gitarze. A w Live Fire masz dwóch gitarzystów – jak podzieliliście się pracą, kto nagrywał poszczególne partie czy solówki?

Mamy w Live Fire tylko jednego gitarzystę i Ken Ingwersen zagrał 99% procent partii gitarowych na tym CD. W czasie koncertów sięgam tylko po gitarę akustyczną w “The Wizard” i “Lady In Black”.

Czyli czujesz się bardziej klawiszowcem czy gitarzystą? Jesteś utożsamiany z instrumentami klawiszowymi, ale przecież grałeś na gitarze na wielu płytach Heep – akustycznej, slide, a na kilku LP’s chyba nawet elektrycznej, skoro w opisach mamy tylko „guitars”?

Obecnie koncentruję się przede wszystkim na byciu kompozytorem, a dopiero potem instrumentalistą. Oczywiście moim głównym instrumentem są organy B3 Hammonda, ale zaczynałem od gry na gitarze i fortepianie, przerabiając swoje poematy na piosenki. Kiedy tworzę teraz – a piszę też felietony dla magazynów i książki – wydaje mi się, że sięgam po gitarę, czy siadam do fortepianu tak pół na pół. Ale oczywiście jeśli w programie naszego koncertu znajdzie się utwór, w którym muszę zagrać na gitarze elektrycznej lub slide – robię to.

„Slippin’ Away (The Lover’s Curse)”, zaczyna jak dla mnie tę drugą część płyty, bliższą muzyce lat osiemdziesiątych, stylistyce AOR – melodia, przebojowe refreny, żeńskie chórki, solo gitarowe też jest jakieś krótkie…

Znowu wracamy do zróżnicowania kompozycji w mej długiej karierze. Bardzo lubię ten utwór, wydaje mi się, że pasuje na płytę. A Live Fire gra go bardzo dobrze.

Zdecydowałeś się na taki zabieg, licząc na wykorzystanie potencjału komercyjnego tych utworów?

Nie! Jak już powiedziałem wcześniej – nigdy nie patrzę na swoje utwory z tego punktu widzenia. Po prostu wiem, kiedy dany utwór mi się podoba, a kiedy nie. Nigdy nie wiem, który z nich spodoba się słuchaczom, czy trafi do radia. Oczywiście, kiedy tak się stanie, jestem bardzo zadowolony. Jest też dla mnie ważne, by ludziom, którzy kupią ten CD materiał na nim zawarty się podobał, ale nie jest to moją główną motywacją. Jestem szczęśliwy, kiedy materiał jest gotowy, piosenki ukończone – reszta nie należy już do mnie.

Skąd pomysł na urozmaicenie niektórych utworów kobiecymi wokalami?

Bardzo lubię żeńskie chórki i kiedy nadarzyła się okazja, użyliśmy ich w niektórych utworach z tego CD. Oczywiście na koncertach sami zajmiemy się harmoniami wokalnymi.

Momentami te żeńskie chórki trochę za bardzo zmiękczają brzmienie, chociaż muszę przyznać, że mroczna wokaliza w zwolnieniu finałowego  „Fill Your Head (With Rock)” robi wrażenie!

Możesz mieć rację, ale z drugiej strony dodaje to tym utworom innych barw… I zgodzę się co do tego, że ten mroczny głos świetnie pasuje do „Fill Your Head (With Rock)”, do jego przesłania.

Jednak  zdajesz sobie sprawę, że przypominający przeboje Midnight Oil „The End Of Never”, czy kojarzący się nieco z estetyką Dire Straits „(At) The Last Minute” to nie są utwory, które fani twoi, czy Uriah Heep pokochają od pierwszego przesłuchania?

Nie mam pojęcia… Spodobają się… Albo nie! Nigdy nie nagrywam płyty TYLKO dla fanów Heep!

Ale końcówka płyty znów jest klasycznie hard rockowa i może kojarzyć się z tym, co robiłeś w Uriah Heep? Tak, jak gdybyś chciał powiedzieć swoim fanom: spokojnie, trochę eksperymentujemy, ale to wciąż ja, Ken Hensley?

Ha! Jasne, zawsze eksperymentowałem, próbowałem robić różne rzeczy tak, by były interesujące także dla mnie, nie tylko dla ludzi, którzy kupują płyty. Nagrywanie w kółko ciągle tego samego byłoby okropnie nudne. Myślę też, że byłoby to nużące dla słuchaczy, którzy musieliby ciągle słuchać tego samego!

Jak zamierzacie promować „Faster”? Zanosi się na większą trasę koncertową, czy skoncentrujecie się na pojedynczych koncertach?

Na razie koncentruję się na mnóstwie wywiadów: prasowych, radiowych i telewizyjnych. We wrześniu chcemy rozpocząć dużą trasę, już po zakończeniu sezonu festiwalowego.

Planujecie też pewnie udział w tych festiwalach, których odbywa się coraz więcej i to na całym świecie?

Chcielibyśmy, ale nie będzie tego dużo, gdyż płyta ukazuje się zbyt późno – obsady festiwali są już  zamknięte. Live Fire to świetny zespół festiwalowy – lubimy grać na takich imprezach. 

Są szanse na to, że pojawicie się w tym roku w Polsce?

Byłoby świetnie, ale wszelkie szczegóły z tym związane trzeba ustalać z moim menagerem - Steve Weltman ( Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript. ), lub naszą niemiecką agencją Flying Dolphin.

Dziękuję za rozmowę!

Dziękuję również - pozdrów proszę moich wszystkich fanów w Polsce. Mam nadzieję, że wkrótce się zobaczymy!


 

Wojciech Chamryk

 Podziękowania za pomoc dla Roberta Skowrońskiego

132_deathangel_158x600px_eu.gif 131_sabaton_158x600px_eu.gif 120_baner.gif

Goście

2231413
DzisiajDzisiaj1019
WczorajWczoraj3495
Ten tydzieńTen tydzień1019
Ten miesiącTen miesiąc74522
WszystkieWszystkie2231413
107.23.37.199